Stefan Kukowski: Przygotowania do przyjazdu papieża w 1999 r. to praca mojego życia

  • 29.04.2011, 00:00
  • Wysłuchał Przemysław Zieliński
Stefan Kukowski: Przygotowania do przyjazdu papieża w 1999 r. to praca mojego życia
Podziel się:
Oceń:
TCZEW. - To był ogromny wysiłek, ale też duża satysfakcja – mówi tczewski artysta plastyk Stefan Kukowski, który dwanaście lat temu odpowiadał za wizualną część wizyty Jana Pawła II w Pelplinie.
Złoty medal za wkład w przygotowanie wizyty, papieski różaniec, fotografie – to pamiątki Stefana Kukowskiego związane z postacią Ojca Świętego. Są też wspomnienia. Jedyne i niepowtarzalne…

Pierwsze spotkanie
To było w Rzymie, w 1979 r. Z kard. Karolem Wojtyłą nigdy nie miałem okazji się widzieć. Wówczas trzeba było mieć specjalne zaproszenie, które otrzymałem od mojego przyjaciela ks. Romana Sadowskiego, który w tym czasie studiował w Rzymie. Pojechaliśmy tam w trójkę – ja, ks. Feliks Kamecki i ks. Górski. Spotkaliśmy się z potężną życzliwością Włochów. Polaków w Italii było wtedy bardzo mało i wystarczyło, że usłyszeli polską mowę, aby być miło ugoszczonym. Świadczyło to dobrze o naszym papieżu, który w ciągu roku potrafił zjednać sobie Włochów.

Wzruszające momenty
W Rzymie byłem jeszcze kilkakrotnie z pielgrzymkami organizowanymi głównie przez ks. Piotra Wysgę, a także z pielgrzymką zapraszającą papieża do Pelplina i pielgrzymką dziękczynną za jego przyjazd. Byłem też na mszy w Gdańsku oraz oczywiście w Pelplinie. Łącznie uczestniczyłem w dziesięciu audiencjach z Ojcem Świętym, w tym dwóch na indywidualnych. Były one bardzo krótkie i gdyby nie pamiątki oraz zdjęcia, które utrwaliły spotkania, wspomnienia mogłyby ulecieć. Rozmowy z Ojcem Św. były bardzo krótkie. Za pierwszym razem Jan Paweł II pobłogosławił mnie i mojej rodzinie. Za drugim poproszono, aby nie ściskać mocno ręki papieża i nie całować pierścienia. Jako komisarz wystawy tronów papieskich wymieniłem kilka zdań z Ojcem Św. Resztę dopowiedział bp pelpliński Jan Bernard Szlaga. Były to tylko momenty, ale bardzo wzruszające i które w pamięci zapadają na długo. Atmosfera tych spotkań nie była sztywna i oficjalna, raczej bardzo radosna. Już kard. Dziwisz wprowadzał nas w taki nastrój, gdy czekaliśmy na audiencję w Sali Klementyńskiej. Osoby, które podchodziły do papieża, reagowały różnie. Niektóre panie płakały ze wzruszenia, ale radość udzielała się wszystkim. Papież zawsze był pogodny, nawet gdy później był już schorowany.

Ważne daty
16 października 1978 r. – O tym, że Polak został papieżem, pierwsza usłyszała w radio żona. Zawołała mnie do pokoju. Pierwsze nasze skojarzenie było takie, że papieżem został kard. Wyszyński. O kard. Wojtyle wówczas niewiele wiedzieliśmy. To było spore zaskoczenie. Co ciekawe, wspomniany ks. Sadowski podczas mszy inaugurującej pontyfikat czytał po polsku Ewangelię.
2 kwietnia 2005 r. – W pogrzebie papieża nie uczestniczyłem. Jego śmierć była jak zamknięcie księgi, jakiejś karty w życiu katolików. Szkoda tylko, że nauki Jana Pawła II są traktowane dość płytko. Całe szczęście, że Kościół nie zapomina o rocznicach związanych z naszym Ojcem Św. Wtedy jest czas na wspomnienia i przypominanie jego nauczania.
1 maja 2011 r. – Czekaliśmy na wyznaczenie daty beatyfikacji. Co ciekawe, to nie Polacy krzyknęli jako pierwsi „Santo Subito”, ale Włosi, którzy przygotowali takie transparenty. Myśmy to radośnie jako Polacy podtrzymali. Druga radość jest taka, że następca Jana Pawła II Benedykt XVI był przez lata jego bliskim współpracownikiem. Zapewne między innymi z tego powodu ten krótki okres oczekiwania na beatyfikację. Do Watykanu się nie wybieram, ponieważ pomagam w przygotowaniu diecezjalnego dziękczynienia  w Pelplinie.

Gigantyczne wyzwanie
Włączenie się w przygotowania wizyty papieskiej w Pelplinie 6 czerwca 1999 r. było przypadkiem, zrządzeniem losu. Zaczęło się od rozpisania konkursu na logo wizyty. Wygrałem go i potem zaproponowano mi dalszą współpracę, co przyjąłem, nie ukrywam, z dużą radością. To było gigantyczne wyzwanie. W zasadzie byłem jedynym świeckim w komisji papieskiej, która przygotowywała wizytę. Mieliśmy spotkania co poniedziałek o godz. 9.00. Biskup Szlaga pojawiał się punktualnie o tej godzinie, więc nikt nie śmiał się spóźniać. Współpracowałem ściśle z ks. Romanem Ciecholewskim, ówczesnym dyrektorem Muzeum Diecezjalnego i konserwatorem diecezjalnym. Przygotowywałem projekty praktycznie wszystkich wizualnych elementów poza ołtarzem – trasy przejazdu, witaczy przy drogach, rozpracowanie sektorów, przygotowanie centrum prasowego dla mediów z całego świata. Dla mnie szczególnie ważnym zadaniem i zaszczytem było przygotowanie pałacu biskupiego na wizytę Ojca Św. Miejsce dla papieża umieściliśmy centralnie. Gości nie sadzaliśmy według wizytówek, ponieważ nie wiedzieliśmy na 100 proc., który z dostojników kościelnych do Pelplina przyjedzie. Po prawej stronie Jana Pawła II siedział Stanisław Dziwisz, który mu usługiwał. Naprzeciwko z kolei bp Szlaga. Kwiaty stały na stole tak, aby umożliwiać kontakt wzrokowy. Wspaniałe wnętrza pałacu biskupiego potrafiły same z siebie stworzyć odpowiedni klimat. Kwiaty tylko go delikatnie podkreślały.

Mój dar dla papieża
Prace nad przygotowaniem wizyty papieża trwały od lutego do czerwca. Zrobiłem wówczas setki zdjęć, a nie było wtedy cyfrówek. Obmierzyłem wszystkie drzewa, na których zawieszono transparenty tworzące treściowo określony przekaz liturgiczny. Stresujący był ich montaż. Gdy pojawiły się zawirowania przy budowie ołtarza, ludzie, którzy mieli montować transparenty, musieli pomóc przy jego stawianiu. Nie było z kim pracować, a potrzebne były dźwigi. Ściągnąłem wówczas zaprzyjaźnione firmy z Tczewa, które pomogły w ramach darowizny dla papieża. To była ciężka praca, ale też duża satysfakcja. Uważam, że była to praca mojego życia. Chociażby opracowanie kolorystyki pelplińskich budynków. Przygotowałem ok. 60 projektów elewacji w uzgodnieniu z konserwatorem wojewódzkim. Doba była wtedy krótka, spało się po kilka godzin, stawało się skoro świt i pracowało do późna. To był mój dar dla papieża. Nie wziąłem za moją pracę ani złotówki. Byłem chyba jedynym świeckim, który miał 24-godzinną przepustkę od Biura Ochrony Rządu na wszystkie miejsca. Dzień przed przylotem papieża z pałacu biskupiego wyszedłem dopiero po 20.00, gdy stwierdziłem, że wszystkie łyżeczki leżą tam, gdzie powinny.

Trony jak relikwie
W czasie przygotowań do wizyty papieskiej ks. Ciecholewski – niewątpliwy znawca malarstwa – będąc w moim domu zainteresował się wiszącymi na ścianach obrazami. Kiedy mu powiedziałem, że ich autorem jest mój syn Jarosław, zaproponował mu wystawę w czasie wizyty Ojca Św. Jarek namalował wówczas portret papieża, który do tej pory wisi w Sali Papieskiej w pałacu biskupim. Sześć miesięcy po wizycie papieża odbyła wystawa fotograficzna przygotowana przez powiat tczewski i starogardzki. Byłem jej komisarzem. W ambicie katedry pelplińskiej można było obejrzeć kilkaset zdjęć tych wszystkich osób, które posiadały zdjęcia z przyjazdu papieża. Potem, przez kilkanaście miesięcy, wystawa wędrowała po parafiach i ośrodkach kultury całej diecezji. W 2000 r. pojawił się pomysł wystawy tronów papieskich. Zaproponowano mi rolę komisarza. Była to duża praca, przede wszystkim organizacyjna, aby te trony na zamek w Gniewie ściągnąć. Ludzie traktowali je prawie jak relikwie. Trzeba było długo namawiać do ich wypożyczenia. Podpieraliśmy się autorytetem bp Szlagi, a zdarzało się, że sam biskup dzwonił do innych biskupów z prośbą o wypożyczenie tronu. Wystawa odbiła się szerokim echem w kraju. Odwiedził ją sam prymas Polski kard. Józef Glemp. Pokazaliśmy wówczas kilkanaście tronów.
Wysłuchał Przemysław Zieliński

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe