Rodzenie nie tylko w bólach. Krytyczne opinie o starogardzkiej porodówce

  • 01.10.2009, 20:11
  • Karol Uliczny
Rodzenie nie tylko w bólach. Krytyczne opinie o starogardzkiej porodówce
Podziel się:
Oceń:
STAROGARD GD. O oddziale położniczym krążą mrożące krew w żyłach opowieści. W porodówce, gdzie rodzą się dzieci kobiety nie czują się najlepiej, twierdzą, że się psychicznie „wykończają”. Mówią, że to wstyd dla Starogardu Gd. Tam, kobiety rodzące oczekują na wsparcie w trudnych momentach porodowych, napotykają na problemy. Dotarliśmy do kobiet, które rodziły w Starogardzie. Otrzymaliśmy odpowiedzi od dyrekcji szpitala, głos zabrała pani z Sekcji Organizacji i Zarządzania Specjalistycznego Szpitala św. Jana.
Narzekają na brak czystości, brak podstawowego sprzętu jak choćby natryski pod prysznicami. Twierdzą, że kobiety w okresie okołoporodowym pozostawia się często same sobie – błąkające się między starym, zapadającym się łóżkiem a toaletą. Krytycznie wyrażają się na temat personelu (opryskliwość i niedostępność). Część kobiet ze Starogardu wybiera inne miejsca na poród, jadą rodzić np. do Gdańska.
Jeden z mężów, który poznał kulisy porodówki apeluje do przyszłych ojców, aby towarzyszyli swoim żonom podczas porodu, bo to czego potrzebują najbardziej czyli opieki psychicznej, mogą dostać tylko od najbliższych.
Oddział położniczy szpitala nie cieszy się sympatią kobiet tam rodzących. Rzecznik Szpitala im. Św. Jana w Starogardzie Gd. kilka dni milczał w tej sprawie, nie podjął naszej prośby o ustosunkowanie się do krytycznych opinii.
----------
Starogard Gd. Wstyd dla Starogardu Gd., miejsce gdzie kobiety rodzące oczekują na wsparcie w trudnych momentach porodowych, napotykają na problemy, narzekają na personel, marny sprzęt. Niemile wspominają poród, niektóre wykańczają się psychicznie.
Różne opinie o oddziale położniczym szpitala św. Jana krążą wśród mieszkańców. Swoje żale wylewają anonimowo internauci, ale osoby, które przeszły na porodówce gehennę nie trudno znaleźć.
Oddział położniczy szpitala nie cieszył się dużą sympatią kobiet tam rodzących. Narzekają na brak czystości, brak podstawowego sprzętu jak choćby natryski pod prysznicami. Krytycznie wyrażają się na temat personelu (opryskliwość i niedostępność). Część kobiet ze Starogardu wybiera inne miejsca na poród, jadą rodzić np. do Gdańska.
Słowa krytyki
Nie zniechęcała ich nawet perspektywa powrotu do domu z noworodkiem. Wszystko miało zmienić się wraz z remontem porodówki, który odbył się w kwietniu i maju. Tymczasem liczba negatywnych komentarzy w Internecie nie zmalała.
Oto kilka opinii zamieszczonych na stronie naszemiasto:
 „Rodzić po ludzku ?? Tak wielkie słowa; ale nie w Starogardzie; powiem krótko położne ok., chociaż dwie się znalazły już po porodzie z łaską wielką wszystko robiły, no i odzywki ... bez komentarza (...) Lekarz? (...); strasznie odnosił się do pacjentek, w życiu mnie nikt tak nie upokorzył.”
”Jestem świadkiem, jak traktuje się kobiety w ciąży!!! W Starogardzie dzieją się rzeczy, które powinny ujrzeć światło dzienne. Kobiety trafiające tam ze skurczami porodowymi są odsyłane do domu!!! Tłumaczy się im, że kłamią ....”
Skąd tak drastyczne oceny szpitala? Czy po raz kolejny mamy do czynienia z internetowymi prowokatorami, którzy anonimowo krytykują wszystkich i wszystko? Jeśli w szpitalu jest rzeczywiście źle, to gdzie zawiedzione kobiety miałyby dawać upust swoim żalom? Okazuje się, że opinie nt. porodówki są skrajnie różne. Są panie w Starogardzie, które po porodzie nie chcą mieć ze szpitalem nic wspólnego. O swoich przykrych doświadczeniach opowiadają rodzinom i znajomym, rzadko interweniując w szpitalu, mediach itd. Ich komentarze nie mogą zachęcać do rodzenia w tym szpitalu, a wręcz odwrotnie.       

Urodzi w Gdańsku, bo się boi
Pani Martyna ma termin rodzenia za kilka tygodni. Ze względu na zły stan wzroku, będzie „cesarskie cięcie”. Na poród dziecka wybrała Szpital Wojewódzki w Gdańsku.
- Urodzę w Gdańsku, bo za dużo nasłuchałam się i naczytałam złego o szpitalu – tłumaczy kobieta. – O czym są te komentarze? Głównie o traktowaniu pacjentów. Podobno na oddziale jest nowy ordynator i jest lepiej niż kiedyś, ale nie chcę ryzykować, wolę rodzić tam, gdzie mają lepsze opinie.
Pani Martyna przykładów jak się traktuje kobiety rodzące, nie musiała szukać w Internecie, bo coś takiego przydarzyło się w jej rodzinie.
- Szwagierka cierpi na podobne problemy ze wzrokiem, jak ja – opowiada pani Martyna. – Ze względu na ryzyko utraty wzroku miała mieć „cesarskie cięcie”. Miała skierowanie od okulisty, była przekonana, że wszystko odbędzie się bez problemów. Przed samym porodem lekarz postanowił, że urodzi „normalnie”. Jej mama biegała do okulisty, starała się wszystko wyjaśnić. Nie dało to nic. Na szczęście poród skończył się bez komplikacji.
- Nie mam zamiaru przechodzić tego co szwagierka. Tym bardziej, że kiedyś spotkała mnie bardzo podobna sytuacja. Dostałam skierowanie na zabieg kolonoskopii, a jeden z lekarzy pogniótł je i wyrzucił do śmietnika.
Miłe wrażenie szybko minęło
Pani Katarzyna urodziła w kwietniu. Poród na wyremontowanym oddziale wspomina bardzo dobrze. Nie spodziewała się, że pójdzie tak sprawnie.
- Mogę rodzić dosłownie codziennie – żartuje kobieta. – Byłam przerażona przed porodem, chociaż chodziłam do szkoły rodzenia. Po porodzie, byłam bardzo zadowolona i szczęśliwa, to oczywiste.
Jednak nie ma dobrych wspomnień po porodzie. Dziecko dostało żółtaczki i musiała zostać 6 dni na sali poporodowej. Kiedy lekarz powiedział, że konieczne są kolejne 4 dni, spakowała się i wyszła.
–    Totalna znieczulica, kompletny brak zainteresowania pacjentem zwłaszcza ze strony starszych pielęgniarek - twierdzi p. Katarzyna. - Lekarze są wspaniali, nie powiem na nich jednego złego słowa. Młodszy personel jest miły, zawsze służy dobrym słowem i pomocą. Natomiast niektóre starsze pielęgniarki chodzą z nosem na kwintę.
P. Katarzyna twierdzi, że przez 6 dni spotykała się z sytuacjami, których sobie wcześniej nawet nie wyobrażała.
- Leżała ze mną kobieta, która miała „cesarkę”. Krwawiła mocno, ale nawet jak poszła pod prysznic to krzyczano na nią, że zostawia plamy. Ze mną było tak samo. Na czystą pościel czekałam cały dzień, chociaż prosiłam pielęgniarki o zmianę.

O telewizorze nikt nie marzy
P. Katarzyna przypomina sobie także sytuację, gdy koleżanka z oddziału chciała oddać dziecko pod opiekę.
- Po „cesarce” nie wolno dźwigać, dlatego dziewczyna prosiła pielęgniarki, żeby pomogły jej przy dziecku. Usłyszała, że jak nakarmi, przewinie i dziecko zaśnie to może je przynieść. Przecież jak dziecko śpi, to już nie ma go po co oddawać! Wspomina fatalne warunki. Zarwane, kilkudziesięcioletnie łóżka, o telewizorze czy lusterku nikt nawet nie marzy. Pomimo złych wspomnień, jeśli zdecyduje się na kolejne dziecko urodzi je w... Starogardzie.
- Po prostu mam blisko. Nie wyobrażam sobie podróży z maleństwem przez kilkadziesiąt kilometrów. Mimo to, mam nadzieję, że sytuacja się zmieni na lepsze.

„Pańska żona nie urodzi”
Drugiego porodu w starogardzkim szpitalu nie wyobrażają sobie małżeństwo p. Adriana i Sławek. Mężczyzna asystował, trafił na porodówkę przypadkiem. Wcześniej ustalił z żoną, że urodzi sama. To co zobaczył na oddziale było dla niego jak koszmar.
- Chciałem iść z tym od razu do gazety, ale kiedy człowiek przywozi do domu dziecko o wszystkim zapomina – mówi p. Sławek. – Żona nie chciała komentować całej sprawy, ale ja o tym nie zapomniałem.
P. Sławek opowiada wszystkie wydarzenia z dokładnością chirurga. Zaczęło się od skurczów, przyjazdu do szpitala i pożegnania z żoną. Później zaczęły przychodzić dziwne smsy…
- Żona prosiła, żebym koniecznie przyjechał, bo czuje się fatalnie, ma skurcze i zostawiono ją samą w pokoju – opowiada p. Sławek. – Pomyślałem, że troszkę panikuje, wiadomo stres, każdy w takim momencie potrzebowałby opieki. Pojechałem.
Mężczyzna o 18.30 był już na oddziale. Zastał żonę w ubikacji.
- Miała silne skurcze i cały czas robiła swoje ćwiczenia, oddechy, wydechy itd. O 19.00 była akurat kolejna zmiana. Poinformowano nas, że przyjdą nowe pielęgniarki i nią zajmą się. Mijały kolejne minuty, żona czuła się coraz gorzej, a nikt nie przychodził. O 20.10 nie wytrzymałem i poszedłem po pomoc. Zastałem pielęgniarki przy kawce. Jak powiedziałem co jest grane, zrugały mnie i powiedziały, że żona nie urodzi. Jak to ?- zapytałem. Odpowiedziała blondyna: Pańska żona ma rozwarcie na dwa palce, na pewno dzisiaj nie urodzi. Ale na dwa palce to przecież ona miała rozwarcie już o 17.00!

Bądźcie przy swoich żonach
Po interwencji p. Sławka do żony pielęgniarka przyszła. Okazało się, że panie się znają.
- Nagle pielęgniarka zaczęła latać jak z pieprzem – kontynuuje p. Sławek. –  Okazało się, ze żona już prawie rodzi. Ale nikt się nią nie interesował. O 21.00 byłem już ojcem, a godzinę wcześniej diagnozowali, że żona nie urodzi.
Pomimo upływu czasu mężczyzna wspomina wszystko z wielkim żalem. Apeluje do przyszłych ojców, aby towarzyszyli swoim żonom podczas porodu, bo to czego potrzebują najbardziej czyli opieki psychicznej, mogą dostać tylko od najbliższych.
- Niestety, nasz szpital to miejsce gdzie kobiety wykańczają się psychicznie – komentuje p. Sławek. – Każdy mężczyzna powinien w takiej chwili być przy swojej żonie, bo może na to wszystko spojrzeć z boku. Kobiety myślą w takiej chwili w innych kategoriach. Przede wszystkim o zdrowym dziecku. Najbardziej przykre jest, że w miejscu, gdzie kobiety powinny być darzone szczególną opieką, nie mają w nikim wsparcia.
Bez odpowiedzi
Zwróciłem się z prośbą do Rzecznika Szpitala im. Św. Jana w Starogardzie Gd. o ustosunkowanie się do krytycznych opinii. Czekałem kilka dni, odpowiedź nie nadeszła. Nie tracę nadziei – być może po publikacji wypowiedzi tych osób, które z oddziałem położniczym się zetknęły sprawią, że poznamy także opinię Rzecznika, którą chętnie publikujemy na łamach „Gazety Kociewskiej”.
---------------------------------------
Po publikacji otrzymaliśmy odpowiedź z Szpitala w Starogardzie Gd. Nie wypowiada się pani dyrektor, lecz Magdalena Rosani z Sekcji Organizacji i Zarządzania Specjalistycznego Szpitala św. Jana.
 
w Starogardzie Gd.W artykule pt.: Rodzenie nie tylko w bólach. Krytyczne opinie o starogardzkiej porodówce zamieszczonym w „Gazecie Kociewskiej” przytaczają Państwo wiele krytycznych opinii na temat oddziału ginekologiczno-położniczego naszego szpitala. Wczytawszy się w tekst odkrywamy, że niemal wszystkie pochodzą co najmniej sprzed kilku miesięcy (choć przytoczono również internetowe wpisy z czerwca ubiegłego roku). Naturalnie, głosy krytyczne zawsze są lepiej słyszane niż pochwały, którymi cieszyliśmy się  po podsumowaniu badań satysfakcji pacjenta, przeprowadzonych na przełomie 2008 i 2009 r. Udział wzięło w nich 95 pacjentek, spośród których ponad 90 proc. deklarowało zadowolenie zarówno z pracy pielęgniarek i położnych, jak i lekarzy oraz  poleciłoby naszą placówkę znajomym i rodzinie.
Szpital – a w nim oddziały położniczy i noworodkowy – przechodzą spore zmiany. W maju br. na oddziale ginekologiczno-położniczym rozpoczął pracę nowy ordynator, zatrudniono więcej lekarzy. Oddział realizuje też nowe zabiegi,  dzięki czemu mieszkanki naszego powiatu nie muszą już szukać pomocy w innych szpitalach.
Krok po kroku zmieniamy oblicze oddziału. Ogromnie staramy się o to, by nasze pacjentki mogły rodzić po ludzku, by dzień narodzin dziecka był dniem wielkim i wspaniałym. Zależy nam bardzo na opiniach młodych mam, stąd do nich kierujemy prośbę, by sygnalizowały wszelkie niedociągnięcia i mówiły o swych oczekiwaniach. Liczymy, że w miarę możliwości będziemy mogli je spełnić. Zapewne nie da się pogodzić wszystkich marzeń z surowymi wymogami higieniczno-sanitarnymi, być może nie zawsze też wystarczająco dobrze informujemy pacjentki o tym, co nam wolno, a na co – jako personel szpitala - nie mamy wpływu.
Jedną ze zmian także  jest planowany i od dawna zapowiadany remont oddziału, który rozpoczniemy w ciągu najbliższych dwóch tygodni.  Porody będą nadal przyjmowane, a operacje prowadzone, gdyż prace remontowe zaplanowano tak, by nie było konieczności odsyłania pacjentek do innych jednostek. Już dziś  prosimy o wyrozumiałość, gdyż może być nieco głośniej, niż zwykle. Wszystkie prace będą prowadzone tak, by uciążliwości było jak najmniej, oraz by przestrzegać wszystkie przepisy sanitarne.
To nie koniec zmian w naszym szpitalu i na oddziałach położniczym oraz neonatologicznym. O nowościach (min. nowym sprzęcie dla noworodków) poinformujemy niebawem.
Na zakończenie pozostaje mi tylko poprosić autora krytycznego materiału o to, by pisząc materiał o szpitalu, dał nam rzeczywistą szansę udzielenia rzetelnej odpowiedzi. Ufam, iż do tej pory dowiedliśmy, że zależy nam na uczciwej  komunikacji z opinią publiczną. Niestety, mając do dyspozycji jedynie weekend oraz kilka godzin w poniedziałek, nie miałam wielkich szans zebrania danych, zweryfikowania informacji, autoryzowania wypowiedzi, co jest niezbędne, by nie wprowadzać w błąd czytelników. Gdzie człowiek się spieszy, tam się diabeł cieszy – mówi stare przysłowie. I nie sposób odmówić mu racji.
Magdalena Rosani - Sekcja Organizacji i Zarządzania Specjalistycznego Szpitala św. Jana
w Starogardzie Gd.
PS. Dziękuję za zamieszczenie komentarza. Pragnę podkreślić, iż  przekazywane przeze mnie informacje i opinie zawsze stanowią oficjalną wypowiedź władz szpitala, w tym przypadku - Pani Dyrektor Beaty Ładyszkowskiej. Ja jestem odpowiedzialna za przekazywanie Redakcjom tychże materiałów, po uprzednim ich przygotowaniu i weryfikacji.
Magdalena Rosani
Karol Uliczny

Zdjęcia (1)

Komentarze (23)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Przestroga dla rodziców
Przestroga dla rodziców 01.08.2019, 10:44
Zgroza. Caly szpital wszystkie oddzialy to koszmar. Nie dosc ze zadanego wsparcia medycznego to będzie pretensje.to rodzących matek. Jestrm matka synka ktory urodzil sie w 8 mies. Z BARDZO duzymi problemami. Zacznę od początku. Cala ciaze prowadzil mi znamy lekarz oddziału położniczo-ginekologicznego . (Z wielkimi dyplomami😂) W dzien porodu o godz 19 bylam na kontroli mowiac szanownemu panu dr. Ze mam skorcze i bole od rana. A to przecież jeszcze 6 tygodni do porodu. Bo byle jakim zadaniu i usg ktore trwalo dosłownie niecala minute stwierdził ze jest ok. Gdy powiedzialam ze niepokoja mnie te skurcze to mnie krzyczał ze to wymysly ze my mlodzi teraz to tylko narzekamy. No i o 24;00 urodzilam synka. A gdy zadzwonilam po pogotowie to jeszcze lekarz z pogotowia wyskoczyl do mnir z tekstem ze KARETKA TO NIE TAXI ZE moglam sama przyjechac
Tylko dziekawe jak. Ledwo dojechalam na oddzial bez zadnych badan itd maly urodzil sie. Zastosowali mu próznąciag przy czym doznał wielkiego krwiaka podczaszkowego. Ale to nie koniec. Maly zostal zabrany na odzdzial bo twierdzile ze to wczesniak wazyl niecale 2 kg. Ok powiedzialam widocznie rak musi byc. Pytając lekarzy pielegniarki co zmalym nie dodawałam zadnych podpowiedzi a gdy pytali sie kto prowadzi mi ciaze na nazwisko szefa zaraz zamilkli . Juz wtedy czulam ze cos noe tak jest z malym
Gdy gdy tylko przywieźli mnie na.***.poporodowa nie słuchając pielegniarek poszlam do malego. Lezal pod telem. Pozniej przyszli lekarze i powirdzieli ze maly urodził sie z bardzo dużą wada serca ktora musi byc operowana i jeszcze tego samego dnia maego szybko przywieźli do gdanska w stanie krytycznym. I ZNÓW PADLO PYTANIE: KTO PROWADZIL PANI CIAZE A NA NAZWISKO LEKARZA ZNOW TA CISZA. gdy wypisalam sie na wlasne zadanie aby jechac do synka z mezem tam powiedzieliśmy soe przerażający rzeczy . Maly nie dosc ze miała bardzo duza wade serca i byl operowany 3 dobie zycia to stwierdzili u niego ZESPÓL DAWNA . lekarze kardiolodzy z uck stwierdzili ze to niemozliwe aby tak lekarz nie zauwazyl tak duzej wady serca. I wady genetyczne. Wkoncu to profesor ktory prowadzil mi ciaze z wieloletnim srazem i nie wierza ze tego nie zauważyłem. Gdy dojechaliśmy do niego na rozmowe pytajac sie czy on nie wydział tak duzych wad płodu on nam odpowiedzial tylko CO TO BY ZMIENIŁO USUNELABYS A ONI TEŻ MAJA PRAWO DO ZYCIA. POWINNIŚCIE SIĘ CIESZYĆ ZE GO MACIE . Bezczelność lekarza i calego szpitala. Rowniez oddział pediatryczny
PRZESTRZEGAM PRZED SZPITALEM W STARGARDZIE. MALY MA JUZ 3 LATKA JEST PO 3 OPERACJACH I MNIEJMY I TO NIESTETY NIE KONIEC. PRZYSLI RODZICE UWAZAJCIE
natalia
natalia 05.02.2019, 22:11
Okaleczyli mi dziecko. Wyciskane. Doszło do niedotlenienia, sine. Dostałam szybki wypis. Dziecko cały czas płakało... W poradni też nie wiedzieli co jest. Dopiero później wyszło.... A Ze szpitala dostałam informację że dziecko urodzone w stanie bdb, 10 punktów.... A mnie po naciskaniu...- rozerwało. Niestety w starogardzie nie potrafią czegoś takiego zszyć....
Porażka !
Porażka ! 13.07.2018, 21:28
Starogardzki szpital totalna pomyłka.
Rodzenie w tym szpitalu przypomina jakąś totalna rzeź...
W XXI wieku wykonuję sie porody Kleszczowe..i to coraz częściej.

Mój poród wspominam katastrofalnie.
Oczywiście najpierw po 5 dniach bycia po terminie ordynator polozyl mnie na oddzial..zupełnie nic ze mną nie robili tylko dali jakies marne czopki.. po czterech dniach lezenia na ginekologi o 5.30 zaczęłam miec skurcze..na obchodzi ordynator stwierdzil ze beda mieli mnie na oku.
Potem zaczely sie skurcze regularne i coraz częściej. Bylam badana i sprawdzana..(badania okropnie bolały..nic przyjemnego)
Ok.godz 13 zabrano mnie na porodowke.
Tam tez kolejne badania tętno rozwarcie itp.
(Na szczęście ciocia ktora pracuje w szpitalu na innym oddziale wywalczyla ze moj maz moze byc przy mnie caly czas)
No i tam sie meczylam..z godziny na godzine było coraz gorzej. O 18 polozna stwierdzila brak postepujacego rozwarcia. I polozyla mnie na sali obok.
O 19'zmiana pielegniarek. I znowu wzieli mnie na porodowke. Tam znowu pilka drabinki.
Ok.godz 21 polozna przebila wody..
Oczywiscie juz zielone..
Tak lezalam i sie meczylam..
O godz 23 dostalam kroplowke z. Oksytocyna. No i skurcze byly juz mega mocne ale plod nie chcial zejść..
Godzine pozniej przyszedl lekarz ( ja blagajaca o pomoc i o to zeby mnie chocby pocieli i wyjeli plod ) wyprosili mojego meza i stwierdzili "kleszcze" bylam zalamana i bezradna.
Bol ktory towarzyszyl mi przy tej koncowce jest nie do opisania. (Strach o dziecko makabryczny) na szczęście nic zlego sie nie stalo i dziecko jest zdrowe.

Juz dzis wiem ze moja noga w tym szpitalu juz nie postanie. Dzieci rodzic tam nie mozna.
Traktuja kobiety rzeczowo i bez szacunku. !
A to my przecież dajemy nowe życie na swiat!

Opowieści kobiet ktore tam rodzily tez nie są za ciekawe. Wiec nie ma co..

Nie polecam,wręcz odradzam.. tym kobietom ktorym sie udalo wszystko bez problemow i przykrych niespodzianek serdecznie gratuluję.
Nie polecam
Nie polecam 13.07.2018, 21:03
Ginekologa to jest jakiś dramat co tam się wyprawia to jest masakra. Ja będąc tydzień po terminie trafiłam na oddział ginekologiczny i tam zaczęło się dziać eksperymentowanie. Pierwszego dnia zbadali mnie i stwierdzili że nie ma szans abym urodziła ale pan ordynator wysłał mnie na kroplowke po której nic nie zaczęło się dziać i kazali mi wrócić na oddział ginekologiczny na wieczornym obchodzie jak pytałam o co kolwiek to nigdy nie uzyskałam odpowiedzi tylko śmiech lekarzy... Następnego dnia stwierdzili że może spróbuja podać mi czopki aby coś zaczęło się dziać ja prosząc polozna aby pomogła mi je zaaplikowac bo miałam ogromny brzuch i było mi strasznie ciężko to ta mnie wysmiala... Trzeci dzień to była znowu kroplowka po której znowu nic się nie dzialo a personel stwierdził że zostanę na noc na przedporodowym to może jak posłucham jak rodzą to odrazu urodze też... Rano przenieśli mnie na ginekologie znowu już nie wspomnę o tym że w ciąży musiałam z torbami biegać w tą i spowrotem.. Tego dnia już nie wytrzymalismy psychicznie z partnerem i skontaktowalismy się z dyrektorem który odrazu zainterweniowal w danej sytuacji. (znaliśmy dyrektora) Po całym zdarzeniu Pan ordynator Minowski zaczął być dla mnie miły i inaczej podchodził do sprawy mówił że nie mam się niczym martwić tylko leżeć i odpoczywać. Jak tu leżeć i odpoczywać jak tyle dni po terminie i czlowiek się martwi.. Ale to tylko jeden dzień był dla mnie tak miły, minęło już 12 dni po terminie a oni na zmianę kroowki czopki i tak wkoło co nic nie dawalo. Mój partner i ja byliśmy wykończeni psychicznie całym zdarzeniem, wzieli mnie ponownie na porodowke przy kroplowce dostałam wkoncu skurczy które były dość regularne ale co z tego jak nie miałam ani trochę rozwarcia zaczęli przebijac mi wody co dalej nie miało żadnego skutku. Byłam mega zestresowana a powiedzieli ze mój partner nie może być ze mną.. Więc nawet nie miałam żadnego wsparcia psychicznego. Po 5 godzinach regularnych skurczy zabrali mnie w ekspresie na blok operacyjny gdzie wykonali cesarskie cięcie, cięcie wykonywał sam Pan ordynator który mnie źle zszyl i rana mi się nie goila wgl, choć o nią dbalam codziennie aby wszystko było dobrze. Na sali poporodowe nie mam nic do zarzucenia paniom które tam pracują Bo były mega mile i o co się zapytalo to potrafiły bardzo dobrze wszystko wyjaśnić.



Jeszcze wspominając o ginekologii gdzie obiady dla ciężarnych to jest jakaś kpina co podają. A idąc na kroplowke o 8 rano nie otrzyma się żadnego posiłku od szpitala cały dzień.... Szczerze nie polecam tego szpitala bo co tam się dzieje to się w głowie nie mieści.
Nie polecam
Nie polecam 13.07.2018, 11:10
Czytam ten reportaż i widzę siebie i mojego męża, tak jak Pan Sławek opisuje swoją sytuację to nasza była identyczna a może jeszcze gorsza. Wróciliśmy z maleństwem do domu próbowaliśmy zapomnieć o tym strasznym porodzie (najgorszemu wrogowi tego nie życzę). Niestety po powrocie do domu złapałam depresję.,ciągły płacz. To przykre że nie cieszyła mnie przez te straszne przeżycia nawet moja córka, ale niestety tak było . pierwsza moja ciąża zakończyła się cesarskim cięciem 2010 rok, teraz przy drugiej praktycznie nie miałam nic do gadania i musiałam rodzic SN. Oddział ginekologii tragedia nie spotkałam tam sympatycznego personelu, jeżeli chodzi o porodowkę koszmar zostawiona3sama sobie położne takie że aż strach cokolwiek zapytać, po 8 godz męki i braku postępu od kiedy tam trafiłam błagalam żeby położna zawołała lekarza że nie zgadzam się się na naturalny poród że nie dam rady i proszę o cesarke bo przeciez mam do tego prawo (teraz to wiem) niestety Szanowna pani mnie zlała. Lekarz przyszedł po godzinie mimo braku postępu kazał czekać, po 30 min było za późno i się zaczęło, szybka decyzja o porodzie kleszczowym nasza córcia utknela w kanale rodnym i trzeba było ja ratować, to było straszne ten ból, ten krzyk lekarza, typu niekrzycz kobieto i mój mąż patrzący na mój ból, i błaganie o pomoc to było straszne. Po wszystkim czułam się jak by mnie pozbawili kobiecości. Mała też nie wyszła bez szwanku 4 krwiaki i syna buźka od tych wstretnych kleszczy. Oczywiście w opisie było napisane tak jak oni chcieli. (wiem że mogłam tego wszystkiego uniknąć gdyby lekarz oraz położne zaragowaly wcześnie) dla nich pewnie jest to na zasadzie była i poszła a ja mam uraz do końca życia a już o życiu intymnym nie wspomnę. Nie piszcie że jest tam tak wspaniale bo znam mnóstwo kobiet rodzacych mniej więcej w tym czasie co ja i są podobne sytuacje, chociażby na poprodowym spotkałam dziewczynę która urodziła po mnie i tą sama Sytuacja, ten sam lekarz no i kleszcze to chyba jest coś nie tak. Ludzie uciekajcie to jest dramat. Nie można tego tak zostawic, pomyślcie o tych kobietach które dopiero będą rodzic. Pozdrawiam
tosiaaa
tosiaaa 28.10.2017, 05:09
Tak to nie do pomyslenia trzeba cos zrobic nie mozna zapominac co sie przeszlo .Sa instytucjie trzeba zglaszac napewno nie raz sie tam nie ktora z pan znajdzie .One sa oschle odpady nie maja gdzie pracy zalapac wiedza ze one tam sa i decyduja jak by pracowaly w innym zakladzie pod nadzorem szefostwa to by inaczej tanczyli a tam kto ma pilnowac nikt im na rece nie patrzy .Trzeba cos wymyslec za pol roku ktos bedzie rodzil od mojej rodzinny i mile ich zaskoczy a jeszcze ktos predzej .Musi byc na nich bat za take zwyrodnialstwo znieczulice wyrzywanie sie na kobietach ktore dosc musza przejsc .Maja problem w domu z mezem dziecmi przelewaja to w pracy na pacjentkach.
Gossia 27 10 2017
Gossia 27 10 2017 27.10.2017, 07:41
Tak to trzeba zmienic a nie tylko mowic bo poszly komentarze , nikt nie wymysla.A wogole nie ktore pielegniarki nie moga byc za mile bo inne je zjedza . Wstyd jestescie z powolaniaprzeciesz . Anie o ciuchach rozmawiac a pacyjentki maja radzic sobie same jak cos sie stanie dziecku to winna matki bo nie sluchala co ma robic . Najlepiej , caly czas tak trwa nie macie kamer .Powiny byc skierowane na was na podejscie do waszej pracy. Ja tez pracuje i zawsze usmiechnie mila po mimo ze praca nie latwa .Dyrektor nic nie robi ,tylko jak slyszy zle opinie zmienimy to ,kiedy/'ha ha.Panie w tatularzach to nie wiezienie szpital dzieci sie rodza .gorzej jak wiezieniu podchodzicie do pacjientow .Lapowki im kamery zalorzyc wtedy by chodzily , a tak to spia , jak sie zbodzi to jak niedzwiedzia ze snu wsciekle i musza odreagowac na pacjiece ktora zaczyna rodzic strach nie ich ale o dziecko i matke /. Kompletna znieczulica obudzcie sie trzeba cos z tym zrobic . Jestem bardzo podenerwowana , ide do pracy wiec spiesze sie ,ale moje chumory zostawiam w domu , a usmiech mile cieple spojrzenie dawc bede dzis innym z ktorymi sie spotkam. Tego zycze i wam pigulki.
Kasiaaa
Kasiaaa 24.06.2015, 10:22
Witam Urodziłam w Starogardzkim Szpitalu synka 9 marca 2015 poprzez cesarskie cięcie ponieważ byłam 8 dni po terminie, dostałam kroplówkę i po 20 min zaczęła się ekspresowa akcja porodowa, poród trwał ok 30 min po czym małemu spadło tętno i zrobiono mi cesarkę, synek miał 4030 i 61 cm :) Lepszej opieki nie mogłam sobie wymarzyć. Położne i pielęgniarki baaardzo sympatyczne, leżałam na porodówce 7 dni bo synek miał krwiaczek na główce ( za mocno się pchał - szybko chciał wyjść :))wiec trafiłam chyba na wszystkie zmiany i wszystkie Panie były sympatyczne i bardzo pomocne :) O tym że porodówka jest wyremontowana i czyściutka to już chyba każdy wie. Bardzo miło wspominam pobyt w naszym szpitalu i polecam każdej obawiającej sie przyszłej mamie :)
chore
chore 19.03.2015, 23:01
trzeba dac w łapę żeby urodzić od razu, ja się meczylam 14 godzin dopiero jak maż zapłacił lekarzowi 700zl na dobre whisky to się od raz wzięli za mnie, tak bym umierała z bólu tam jeszcze ze 3 dni pewnie, dramat tj w tym stg
mąż
mąż 31.10.2012, 21:21
Witam tam jest normalnie komuna, z 9 (pielęgniarek) 1 ok a reszta to (święte krowy nie do ruszenia). Mają tak ręce suche że trzeba kasą smarować. Nic pomocne,ani żeby coś doradzić. A przecież te krowy mają za to płacone i to nie mało. Życzę tym paniom niczego dobrego. Tylko żeby je ktoś kiedyś udupił.
mama
mama 15.02.2012, 12:23
W 2009 roku rodziłam w szpitalu w Starogardzie Gdańskim, nie dość, że wyciskano mi dziecko na siłę - najpierw położna, dopiero gdy spadło tętno dziecka o połowę, zainterweniował lekarz i użył swojego "silnego ramienia", komentując, że to wina pacjentki, że nie może urodzić. Dodam, że córka ważyła 4100 g, a ja jestem bardzo szczupłą osobą.Gdyby nie było ze mną męża, to nie wiem, co by się tam jeszcze działo. Mam nadzieję, że naprawdę coś się tam zmieniło.
Eliza
Eliza 25.01.2012, 18:39
i nigdy więcej nie urodzę - nigdy więcej nie dam się tak upokarzać - personel wręcz bezczelny a nie tylko opryskliwy, dzięki wspomnieniom z porodówki mój syn pozostanie jedynakiem
Wiesława
Wiesława 20.04.2011, 16:08
Ostatnio rodziłąm w Starogardzie Gdańskim. Jestem bardzo bardzo pozytywnie zaskoczona zmianami. Personel bardzo przyjazny kobiecie, cierpliwy i pomocny, otoczenie na bardzo wysokim poziomie. Zmiany na plus. Gratuluję jest naprawde bardzo korzystnie.
hahaha
hahaha 02.08.2010, 16:03
niestety muszę sie zgodzić z większością ...sama nie doświadczyłam złego nastroju pielęgniarek...ale nie długo będę rodzic wiec obawiam się bo wiecie co mi mówią ze jak pójdę do pilegniareczki z kawa i czekolada to będą dla ciebie mili ...w głowie sie to nie mieści ...nie chce obrażać wszystkich ale mam nadzieje ze znajda sie kompetentni ludzie i wyp...( za przeproszeniem) te wredne piz... które nie wiedza po co tam pracują ;-)
A
A 31.05.2010, 11:46
JA RODZIŁAM NIEDAWNO TO BYŁ KOSZMAR! GDYBY NIE ŁAPUWKA TO NIE WIEM JAKBY TO SIE SKONCZYŁO!!!
MAMA
MAMA 14.10.2009, 15:11
personel jest fatalny!zwłaszcza położna Aneta ktora prace pomyliła ze SPA dziewczyny to jest nie do opisania jak mozna tak traktowac rodzace kobiety !!!!!!
kaśka
kaśka 02.10.2009, 15:38
Babciu w Starogardzkiej porodówce jest tak samo jak za twoich czasów.i nic się nie zmieniło a wiec moze trafiłas na jakis dobry dzień pielęgniarek,bo ich zachowanie budzi wiele do zyczenia.Wiem cos o tym-rodziłam niedawno i powiedziałam męzowi-juz nigdy wiecej w Starogardzie-pozdrawiam
magdaf
magdaf 01.10.2009, 21:59
Witam,ja rodziłam w Stg w szpitalu 17 lat temu i w ubiegłym roku w kwietniu,i nie zmieniło sie absolutnie nic,opieka jest fatalna ze strony położnych,sa wulgarne,traktuja rodzace jak zło konieczne,zeby nie kobieta ktora lezala ze mna na przedporodowym to urodziłabym córeczke pod prysznicem,poniewaz połozna twierdziła,że ma 20 lat praktyki i to ona wie najlepiej kiedy urodze,a prawda jest taka,ze ja rodze zawsze miesiac wczesniej..niewiem dlaczego...krzycza,mieszaja z błotem,itd...szok>>
magdaf
magdaf 01.10.2009, 21:56
Witam,ja rodziłam w Stg w szpitalu 17 lat temu i w ubiegłym roku w kwietniu,i nie zmieniło sie absolutnie nic,opieka jest fatalna ze strony położnych,sa wulgarne,traktuja rodzace jak zło konieczne,zeby nie kobieta ktora lezala ze mna na przedporodowym to urodziłabym córeczke pod prysznicem,poniewaz połozna twierdziła,że ma 20 lat praktyki i to ona wie najlepiej kiedy urodze,a prawda jest taka,ze ja rodze zawsze miesiac wczesniej..niewiem dlaczego...krzycza,mieszaja z błotem,itd...szok>>
anna
anna 01.10.2009, 20:51
Rodziłam tutaj w 1993 roku-pierwsze dziecko, nieco przestraszona, jak kazda nowa mam, a tu piguły miały rodzące gdzieś, dziewczyna która leżała obok mnie, pokrzykiwała, to panie pielegniarki, które siedziały przy biurku pijąc kawę na porodwóce nawrzeszczały na nią:zamknij mordę, nie potrafisz sie zamknąć/? ta druga przynajmniej sie nie drze"! tak właśnie wygląda opieka w tym szpitalu , oj dużo mogę powiedzieć, dużo. i co? i nic... jak było tak jest.

Pozostałe