Z niewielkiego miasta na międzynarodowe sceny

  • 15.03.2020, 10:10
  • JT
Z niewielkiego miasta na międzynarodowe sceny

Podziel się:

Oceń:

O Jennifer Schroeder mieszkańcy Starogardu usłyszeli kilka miesięcy temu, kiedy to pianistka wygrała 29. Międzynarodowy Konkurs Młodych Muzyków „Città di Barletta” we Włoszech. Wówczas nikt nie miał żadnych wątpliwości, że dziewczyna ma niebywały talent, a o jej sukcesach usłyszymy jeszcze nie raz. Obecni nominowana jest do nagrody starosty starogardzkiego – Kociewskiego Gryfa. Jennifer Schroeder pytaliśmy m.in. o jej początki z muzyką, tremie towarzyszącej podczas występów oraz o sukcesach. O czym jeszcze opowiedziała nam starogardzka pianistka? Zobaczcie sami!

- To może od początku. Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką? Opowiedz nam o tym.
- Od najmłodszych lat byłam związana z muzyką. Mój tata zawsze śpiewał i grał na gitarze. Muzyka to jego największa pasja, którą zaraził mnie nieodwracalnie już od czasów dzieciństwa, za co z całego serca mu dziękuję. Niesamowite jest móc tworzyć, wykonywać utwory, przelewać swoje emocje za pomocą rąk na klawiaturę - jednym słowem - wyrazić siebie poprzez muzykę. Rodzice zapisali mnie do szkoły muzycznej, gdy miałam 8 lat, na fortepian - który - napotykając po drodze różne trudności, przechodząc wzloty i upadki - stał się moim sensem życia, czymś wspaniałym.

- Dlaczego akurat pianino? Przecież istnieje wiele innych instrumentów, które równie pięknie brzmią, a i nie zajmują tyle miejsca w domu. Sama wspomniałaś, że Twój tata gra na gitarze.
- Rodzice zapisali mnie do szkoły muzycznej na fortepian, ponieważ bardzo podobał się im ten instrument i zależało im, abym podjęła naukę właśnie na nim. To był strzał w dziesiątkę. Oprócz fortepianu uwielbiam wiolonczelę za jej piękną i ciepłą barwę dźwięku.

- Czy pianino to był Twój pierwszy instrument? Może próbowałaś grać wcześniej na czymś innym?
- Pierwszych prostych utworów uczyłam się grać na pianinie, lecz próbowałam również gry na skrzypcach, altówce, wiolonczeli i gitarze - ciekawe doświadczenie. Uważam, że pianiści również powinni mieć możliwość wyboru drugiego instrumentu w szkole w ramach zajęć. Z pewnością byłoby to rozwijające, ciekawe i uchroniłoby przed rutyną, czy też możliwym zniechęceniem do jednego instrumentu.

- Jak Twoją pasję odbierają bliscy i znajomi? Wspierają, czy są raczej negatywnie nastawieni?
- Mam ogromne wsparcie wśród bliskich i nie tylko. Otrzymuję wiele ciepłych, motywujących i cudownych słów od nieznajomych po koncertach i innych wydarzeniach, jak również przez Internet na portalach społecznościowych. Wszyscy bardzo mi kibicują i są pod wielkim wrażeniem osiągnięć. Jestem szalenie szczęśliwa, że mam tak dobrych ludzi wokół siebie.

- Aby grać na tak wysokim poziomie z pewnością musisz dużo trenować. Ile czasu dziennie poświęcasz na ćwiczenia?
- Ćwiczę od 5 do nawet 10 godzin dziennie (gdy repertuar tego wymaga). Wielu nie zdaje sobie nawet sprawy, ile muzyk musi poświęcić czasu na przygotowanie utworów. Nasz zawód wiąże się z ogromnym wyrzeczeniem i niemalże rezygnacji z życia towarzyskiego, jeśli planujemy być profesjonalnymi, koncertującymi solistami na arenie międzynarodowej.

- Brałaś udział w wielu koncertach i wydarzeniach. Opowiedz o tych, które były dla Ciebie najważniejsze.
- Wszystkie konkursy pianistyczne pamiętam w najmniejszych szczegółach, gdyż były dla mnie niesłychanie ważne. To dzięki nim uwierzyłam w swoje możliwości, dodały mi pewności siebie, poznałam wspaniałych ludzi (uczestników konkursów), z którymi nadal utrzymuję stały kontakt. Konkursy to nie tylko rywalizacja, ale i możliwość nawiązywania wspaniałych kontaktów, czerpanie inspiracji z gry innych muzyków, wymienianie się doświadczeniami - coś wspaniałego!
Jeśli chodzi o koncerty, to najbardziej zapadł mi w pamięci jeden z moich ostatnich koncertów w Warszawie, na którym to pewna 6-letnia dziewczynka tak zachwyciła się grą, muzyką w ogóle, że postanowiła do mnie podejść po koncercie, podziękować i powiedziała mi, że również chce zacząć grać na fortepianie. Inspirowanie innych jest najcenniejszą wartością w życiu każdego człowieka.

- A co z tremą? Czy kiedy wychodzisz na wielką scenę, gdzie skupiają się na Tobie oczy setek lub tysięcy słuchaczy, odczuwasz niepokój? Jak sobie z tym radzisz?
- Zawsze miałam ogromny problem ze stresem, niemniej jednak z każdym koncertem, konkursem, zaczynałam obywać się ze sceną i publicznością coraz bardziej, dzięki czemu stało się to bardziej naturalne, a co za tym idzie - stres stawał się coraz mniejszy. Będąc na kursach mistrzowskich w ramach Międzynarodowej Akademii Pianistycznej Feuerwerk w Einbeck, dowiedziałam się jak panować nad stresem, by finalnie na scenie pokazać jak najlepszą wersję siebie. Uświadomili mi, po co tak naprawdę są występy publiczne - nie po to, by się stresować, by pokazać więcej niż potrafimy - lecz po to, by podzielić się swoją interpretacją, wizją utworu, przekazać cząstkę siebie poprzez muzykę, wywołać emocje, by ten pędzący świat choć na chwilę się zatrzymał i pozwolił słuchaczowi na odrobinę relaksu, przyjemności.

- Słyszeliśmy, że Twojego młodszego brata również ciągnie do pianina. Myślisz, że pójdzie w Twoje ślady?
- Mój brat David również jest pianistą. Jest bardzo zdolny: wrażliwy i niesamowicie muzykalny, co można było już uchwycić od początku jego muzycznej drogi. Jego gra jest pełna emocji mimo tak młodego wieku. Ma na swoim koncie już kilka osiągnięć i życzę mu z całego serca, by dążył dalej tą drogą, by przynosiło mu to radość i satysfakcję.

– Dziękuję za poświęcony czas i życzę wielu kolejnych sukcesów muzycznych.
– Dziękuję.

Z Jennifer Schroeder rozmawiał Jacek Trzosowski.

JT

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe