KĄCIK WSPOMNIEŃ. Od robót przymusowych przez partyzantkę Gryfa Pomorskiego. Wojenne losy Józefa Kiedrowicza

  • 22.11.2020, 11:14
  • redakcja
KĄCIK WSPOMNIEŃ. Od robót przymusowych przez partyzantkę Gryfa Pomorskiego. Wojenne losy Józefa Kiedrowicza Archiwum tczewska.pl

Podziel się:

Oceń:

W dniu wybuchu wojny rodzina mieszkała w Skwierawach, gmina Lipusz (powiat Kościerzyna). To miejscowość leżąca ok. 4 km od granicy z Niemcami. Rodzice posiadali gospodarstwo 13-hektarowe - przeważały łąki. Mieliśmy gospodarstwo na terenach ubogich w glebę stąd wysiłki ojca w uprawach łąkowych i sprzedaży siana.

Pochodzę z rodziny wielodzietnej. Wśród 10-osobowej rodziny zabrakło najstarszego brata – Janka (ur. 1916 r.), który służył w wojsku w II batalionie piechoty w Tczewie. Najmłodsza była Maria (ur. 1929 r.). Z braci ja byłem najmłodszy - Józef (ur.1927). Na tym odcinku granicy strzegli żołnierze Korpusu Ochrony Pogoranicza, gdzie Komendantem był Szamrowicz. Jak się później okazało tenże komendant szpiegował na rzecz Niemiec.

 

Z momentem wejścia do nasze wsi, a pamiętam, że był to piątek, rozpoczęły się aresztowania Polaków. Na szczęście aresztowania uniknął ojciec. Miejscem straceń była miejscowość Karpna Tenże komendant placówki KOP po wojnie, w wyniku wyroku sądowego, został skazany na karę śmierci.

 

Mniej więcej rok po rozpoczęciu wojny otrzymałem wezwanie stawienia się do Arbeitsamtu, które mieściło się w Lipuszu. Tam otrzymałem skierowanie do pracy przymusowej gospodarza o nazwisku Rajter we wsi Papiernia oddalonej ok. 8-10 km od Skarszew. Gospodarz ten mieszkał w pałacu. Zatrudniał 4 osoby mieszkające w tzw. czworakach. Sam otrzymałem lokum do spania w bocznej kuchni tegoż pałacu. Moje zadanie to wszelkie prace w gospodarstwie - od robót w stajni i oborze po wszelkie prace w polu. Szczególnie ciężko było mi w miesiącach zimowych kiedy był obowiązek wywózki drzew z lasu. Taki obowiązek spoczywał na każdym gospodarzu. Polegało to na wyciągnięciu ściętych drzew na dukt leśny, a następnie wciągniecie je na sanie, (co niekiedy sprawiało mi wiele trudności zima, śnieg, mróz) założenie łańcuchów, ręczne wciąganie tej dłużycy na sanie i wywiezienie jej z lasu. Takie wywózki zajmowały mi czasem cały dzień. Muszę dziś przyznać, że gospodarz traktował mnie względnie dobrze, a nawet stołowałem się z jego rodziną.

 

Ty polska świnio!”

Tutaj muszę się cofnąć do pierwszych dni pracy przymusowej u Rajtera. Otrzymał on pismo z zapytaniem dlaczego Józef Kiedrowicz nie uczęszcza do szkoły. Rajter skrupulatnie wykonując zalecenia niemieckich władz nazajutrz posłał mnie do szkoły. Nauczyciel po odczytaniu treści pisma zadał mi kilka pytań po czym otworzył drzwi klasy i z krzykiem do mnie: „Ty polska świnio chcesz się jeszcze uczyć?!” Chwycił mnie za kołnierz marynarki, kopnął w tyłek i wyrzucił za drzwi. Tak się zaczęła i skończyła moja obowiązkowa nauka języka niemieckiego.

 

W marcu 1943 r. wstąpiłem do Tajnej Organizacji Wojskowej (TOW) „Gryf Pomorski”, zostając zaprzysiężony przez Leona Kuleszę ps. Zawisza. Zostałem stałym łącznikiem. Zadaniem moim były między innymi transporty kolejowe wojsk niemieckich oraz ruchy i rozmieszczenia grup SS, działających na naszym terenie

(...)

 

opr. (tomm)/Zenon Weiss

 

 

_redakcja

Zdjęcia (2)


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe