W dorobku ma fotografie największych katastrof i wydarzeń. Sylwetka fotoreportera Waldemara Kosińskiego

  • 02.10.2021, 13:06
  • Wawrzyniec Mocny
W dorobku ma fotografie największych katastrof i wydarzeń. Sylwetka fotoreportera… Waldemar Kosiński Karta akredytacyjna na beatyfikację kard. Stefana Wyszyńskiego i M. Róży Czackiej.

Podziel się:

Oceń:

W niedzielę (12 września br.) miała miejsce jedna z najważniejszych uroczystości jakie odbyły się w Polsce - Beatyfikacja Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Waldemar Kosiński, fotoreporter, który publikuje wiele fotoreportaży z Pomorza, jako jeden z pięciu z Polski prowadził obsługę fotograficzną beatyfikacji zasłużonego Kardynała i Prymasa Polski. Oczywiście fotoreporter, o którym mowa ma w dorobku znacznie więcej interesujących fotorelacji. O jego pracy i doświadczeniach z powodzeniem można, by napisać książkę alb co najmniej przeprowadzić wywiad rzekę. W naszym artykule wycinek o jego pracy i pasji dokumentalisty.

W. Kosiński współpracuje obecnie z wieloma mediami ogólnopolskimi i regionalnymi, a zdarzało się, że i z koncernami światowymi oraz mediami Wydawnictwa Pomorskiego (m.in. Gazetą Tczewską i portalem tczewska.pl, gdzie można znaleźć jego fotoreportaże).

Beatyfikacja i akredytacja do tzw. grupy POOL, która oznaczała, że całą mszę beatyfikacyjną obsługiwało 12 fotoreporterów - 5 z Polski i 7 ze świata. Nie musimy dodawać, że dla W. Kosińskiego jest wyrazem docenienia jego profesjonalizmu. Dodajmy, że tak znikoma ilość osób z obsługi fotograficznej wynikła z podziału powierzchni przy zachowaniu obowiązkowego dystansu, ale też, dlatego że fotorelacje powierzano w tych warunkach jedynie najlepszym z najlepszych.

 

Parę słów o sobie

Rodzina Waldemara Kosińskiego pochodzi z Podlasia, z okolic którędy przebiegał szlak napoleoński wędrówki wojsk na Moskwę i ich powrotu.

 

- Miałem przypadkową okazję i szczęście urodzić się w Warszawie, dzięki czemu rodzice zdobyli możliwość zameldowania się w stolicy, kiedy obowiązywał zakaz i powszechnie handlowano ślubami z rozwodem – mówi pan Waldemar. - Od ośmiu lat zagnieżdżam się w Kwidzynie, Krynicy Morskiej, Trójmieście, ale jeżdżę po całej Polsce - od Bolesławca po Sokółkę, od Przemyśla po Świnoujście. Zdjęcia robię od niemal 45 lat. (...) Sam zbieram „teczki” na siebie, bo już nieraz spotkałem się z zarzutem „ale Pan tam nie stał” i wtedy oprócz zdjęć niektórzy potrzebują zobaczyć identyfikatory, karty akredytacyjne i inne gadżety związane z wydarzeniami.

 

Najważniejszy POOL 0

W. Kosiński latem 1984 r. pracując dla Agencji INTERPRESS, w czasie II-giej Pielgrzymki Papieskiej do Polski, dostał jeden z najważniejszych POOL 0 i tego dnia, jako jeden z dwóch Polaków wykonywał zdjęcia na audiencji papieskiej w Belwederze - spotkaniu Jana Pawła II-go z Wojciechem Jaruzelskim...

 

A było to przecież tuż po stanie wojennym, w czasie kiełkującej Solidarności, kiedy w każdej chwili mogły wrócić masowe internowania ...

 

- To dopiero była ekscytująca chwila, która prawdopodobnie zaważyła na dalszych losach Polski ... ale wówczas nie docierała jeszcze do mnie świadomość tej sytuacji – wspomina. - Oczywiście miałem wtedy więcej akredytacji do stref POOL 0 jak: lotnisko, trasy przejazdu, Niepokalanów gdzie mszę oglądało na żywo ponad 2,1 mln zgromadzonych, jednak ta malutka sala w Belwederze, gdzie na powierzchni kilkudziesięciu metrów nie było żadnej fizycznej szansy na wprowadzenie większej liczby osób, 2 miejsca przydzielono polskim fotoreporterom, 8 reszcie świata ...

 

Skończyła się wizyta, wszyscy wyjechali i okazało się, że tu na miejscu niezależnie od wartości, moje zdjęcia nikomu nie są potrzebne. Nie było innych środków przekazu jak druk w gazetach, o zawartości których decydowali redaktorzy wydawcy, a to była oczywista „fotocenzura”. Przez następne trzy lata wydrukowano może z 10 moich zdjęć ... i to w takich, dziś już zapomnianych tytułach jak: Sztandar Młodych czy Razem.

 

Warto zaznaczyć, że wyspecjalizował się także w fotografiach katastroficznych. Był m.in. na miejscu katastrofy samolotu w Lesie Kabackim oraz miejscach największych pożarów warszawskich: Teatru Narodowego, Zamku Królewskiego, Mostu na Trasie "Ł", magazynu wysokiego składowania FSO, budynku Sztabu Generalnego WP. Foty były robione z bliska, co niekiedy bywało wręcz niebezpieczne! A same foty? Do tego stopnia dobre, że chętnie korzystały z nich nie tylko redakcje, ale i archiwa miejskie.

 

Wróćmy jednak do głośnej katastrofy w Lesie Kabackim. Przypomnijmy. Był to wypadek lotniczy samolotu Ił-62M SP-LBG „Tadeusz Kościuszko” Polskich Linii Lotniczych LOT - 9 maja 1987 r. Samolot miał odbyć rejs na trasie Warszawa – Nowy Jork. Niestety podczas awaryjnego lądowania doszło do katastrofy. W tragedii zginęli wszyscy – 183 osoby. Wypadek stanowił największą katastrofę lotniczą w historii polskiego lotnictwa.

 

- Na miejscu katastrofy w Lesie Kabackim byłem już po ok. 25 min., nawet nie wiedząc co tak naprawdę się wydarzyło – relacjonuje pan Waldemar. - Na pierwszy rzut oka wyglądało jakby rozbiła się jakaś awionetka czy mały ATR. Kiedy zaczęły się zjeżdżać wszystkie służby dopiero zrozumiałem gdzie jestem - następnego zdjęcia miałem wydrukowane we wszystkie polskich tytułach i kilku zagranicznych. Po tym zdarzeniu zdawałem relacje największych pożarów warszawskich tamtych lat. Byłem gdy palił się Teatr Narodowy, Zamek Królewski, Most na Trasie "Ł", magazyn wysokiego składowania FSO, budynek Sztabu Generalnego WP ...

Moja psychomotoryka reakcji na stan zagrożenia pozwalała mi robić zdjęcia w takich miejscach, gdzie inni bali się podejść bliżej niż 50 m i na tyle dobre, że wszystko szło do druku, a nawet do archiwum miejskiego.

 

W druku w 74 mln egzemplarzy

Teraz w erze internetu i Facebooka, Instagramu praca reportera nieco się zmienił wraz z nową wrażliwością ma ukształtowane przez działania komercyjne koncernów medialnych. Nie tak bardzo liczy się już jakość, ale szybkość.

 

- Na stworzonych przez siebie kanałach zamieściłem kilkadziesiąt klipów, relacji i reportaży wideo gdzie sam musiałem zadbać o akredytację, transport, realizację zdjęć i dźwięku, edycję postprodukcyjną i montaż i dystrybucję wydania – podsumowuje. - Wszystko to w jakości HD kiedy duże stacje jeszcze pracowały w systemie PAL576i, a TVP wysyłało w tym samym celu 5-6 osób. Pracowałem dla Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w okresie jak to nazywam od Buzka do Tuska, a później dla Kancelarii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

Pod koniec tego okresu miałem kolejną ważną dla mnie akredytację, w trakcie jedynej wizyty brytyjskiej pary książęcej - następcy tronu, Księcia Walii i Edynburga Karola Mountbatten-Windsor z żoną, Księżną Kornwalii Kamilą Parker Bowles. POOL 0 przy oficjalnym powitaniu na dziedzińcu Pałacu Namiestnikowskiego, prezentacji zaproszonych uczestników i w samej sali kolumnowej, gdzie odbyła się oficjalna kolacja na cześć brytyjskich gości. Moje zdjęcia z tych wydarzeń wydrukował cały świat w tytułach, których łączny nakład przekroczył 74 mln egz.

 

 

Nowa era po '89 oznaczała także nową formę pracy z uwagi na nowe technologie, które zaczynały się szybko pojawiać w Polsce. Okazało się, że stanowię konkretną wartość dla takich firm AGFA Digital PrePress czy Axel Springer. Pracowałem przy modernizacji technologicznej drukarni Domu Słowa Polskiego i drukarni prasowej w Krakowie, przy powstawaniu i produkcji nowych tytułów: Pani Domu oraz Cienie i Blaski.

 

Szybkimi krokami nadeszła era cyfrowa wprowadzająca zupełnie nowe pojęcia i uwolnienie rynku dystrybucji, ale niestety również zalewając go produkcją i prezentacją totalnego badziewia.

 

Smoleński zakręt”

Później pojawił się kolejny „zakręt” ... do Smoleńska nie poleciał jedynie dlatego, że dzień wcześniej jadąc na motocyklu został dosłownie przejechany przez ciężarówkę i wylądował w gipsie od pasa do szyi.

 

- O katastrofie samolotu Tu – 154 w Smoleńsku dowiedziałem się dopiero w czwartek (5 dni po), a Kancelaria dowiedziała się, że jednak żyję pomimo, iż byłem na liście pasażerów. Zanim stanąłem ponownie na nogi już nie miałem do czego wracać... Udało mi się jeszcze być Dziekanem Korpusu Prasowego Korpusu Dyplomatycznego MSZ na uroczystościach otwarcia nowej Ambasady RP przy Unii Europejskiej i ... dalsze zdarzenia sprawiły, iż długo żałowałem, że jednak nie poleciałem ... Sprawili to ludzie, którzy jednak nawet nie są warci wspomnienia tutaj.

 

- Po półtorarocznej przepychance z „szarańczą”, która została przeszczepiona z Sejmu do KPRP przez nowego rezydenta Pałacu na Krakowskim Przedmieściu, spakowałem resztkę gratów i opuściłem Warszawę, udając się na wygnanie niczym średniowieczny banita. Kiedy nadeszła „dobra zmiana” i dostałem kilka propozycji powrotu, jednak wsłuchując się w oczekiwania jakie miałbym do spełnienia, już z nich nie skorzystałem. Zawsze byłem poza układami i strukturami i pozostało to niezmienne.

 

Fotografie pod okiem snajperów

Chociaż ważnych „obsług” jak się okazuje miał bez liku, nasze zainteresowanie wzbudziła jego praca podczas jedneego z najważniejszych szczytów politycznych na świecie, na który proces akredytacji trwał 8 tygodni. Na szczycie gościł ówczesny prezydent USA Barac Obama. Waldemar Kosiński uzyskał możliwość przebywania w strefie bezpośredniego kontaktu z najpilniej strzeżoną osobą na Ziemi. Chodzi rzecz jasna o szczyt NATO na Stadionie Narodowym.

 

- Jak się później dowiedziałem jednak, cały czas znajdowałem się pod czujnym okiem co najmniej dwóch snajperów ... A dostałem akredytację dlatego, że to amerykanie decydowali o składzie ekipy. Wtedy ze zdziwieniem odkryłem, że jestem bardziej znany na świecie niż w Polsce... Nie będę ukrywał, że było to zarówno zaskakujące jak i odkrywcze, bo wcale się tego nie spodziewałem, ale skoro moje zdjęcia wzięli wydawcy z Kandy, Francji, Belgii, Holandii, to pomyłka jednak chyba jak zwykle miała miejsce po tej stronie granicy.

 

- Media elektroniczne pozwalają mi publikować zdjęcia, które ludzie chyba chcą oglądać, gdyż wyszukiwarki internetowe regularnie raportują mi powyżej 200 tys. UU/m. Aktualnie, w dobie upadku autorytetów, zastępowania jakości szybkością publikacji i jej masową skalą oraz wszechobecnego chaosu medialnego zorientowanego na rzecz komercjalizacji przekazu, uważam to za całkiem niezłe wyniki. Oczywiście mi też zdarza się publikować chwytliwe zdjęcia jak upadki na zawodach czy nietypowe zjawiska i one zwykle zyskują jeszcze kilkukrotnie większe grono widzów oraz komentarze z całego świata.

 

Ostatnio nasza wielokrotna Mistrzyni Świata w Łucznictwie Konnym Anna Sokólska wyraziła zdanie, iż na każdych zawodach i pokazach setki i tysiące ludzi robi jej zdjęcia, ale takich jakie przesłał jej pan Waldemar jeszcze nigdy w życiu nie widziała.

- Wymagały one jednak sporego opanowania, gdyż w trakcie realizacji, jej galopujący koń wręcz otarł się o mnie stawiając kopyto ok. 6 cm od mojej nogi – kończy z lekką ironią, ale i błyskiem w oku.

 

Wawrzyniec Mocny

 

Waldemar Kosiński

Całą jego rodzina pochodzi z Podlasia, z okolic którędy przebiegał szlak napoleoński wędrówki wojsk na Moskwę i ich powrotu. Sam urodził się w Warszawie, dzięki czemu rodzice zdobyli możliwość zameldowania się w Stolicy kiedy obowiązywał zakaz i powszechnie handlowano ślubami z rozwodem. Od ośmiu lat mieszka w kilku miejscach: Kwidzynie, Krynicy Morskiej, Trójmieście. Na relacje fotoreporterskie jeździ po całej Polsce - od Bolesławca po Sokółkę, od Przemyśla po Świnoujście.

Jak przyznaje zdjęcia robi od niemal 45 lat, natomiast te, które można zaliczyć do prawdziwych fotoreportaży... od ok. 38 lat.

Na portalach tczewska.pl i portalpomorza.pl prezentujemy niekiedy, głównie zdjęcia pana Waldemara dokumentujące wyjątkowe imprezy jak, to było z mistrzostwami w Armwretslingu, bitwie Dwóch Vazów w Gniewie, czy fotoreportażu z ostatniej beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego.

Zapraszamy do oglądania jego galerii zdjęć zamieszczonych na portalu tczewska.pl

Wawrzyniec Mocny

Zdjęcia (1)


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe