Świeca Caritasu powinna zapłonąć na katolickich stołac
- Nadeszła zima. Czy potrzebujących, ubogich, bezdomnych z roku na rok przybywa?
- Jako Caritas nie prowadzimy statystyki osób bezdomnych. Tym zajmują się Ośrodki Pomocy Społecznej. Jako proboszcz parafii p.w. Miłosierdzia Bożego w Starogardzie Gd. sprawuję bezpośrednią opiekę nad bezdomnymi. W parafialnym zespole Caritas znajduje się jadłodajnia, gdzie codziennie 15 - 30 bezdomnych przychodzi się najeść, mogą się wykąpać w łaźni (jedynej w mieście), skorzystać ze środków higienicznych. Odbywa się to w porozumieniu z MOPS. Bezdomnym z całego miasta zapewnia się schronienie i utrzymanie w schroniskach. W naszej diecezji jest takie schronisko św. Brata Alberta - w Smętowie i Malborku. Opieka nad bezdomnymi przynosi pozytywne efekty. Przykładowo podczas ubiegłej zimy nie było w Starogardzie Gd. przypadków zamarznięcia. Caritas uczestniczy w różnych akcjach koordynowanych przez miasto dla bezdomnych, współorganizowaliśmy dla nich Wigilię. W Tczewie również odbywa się taka Wigilia. Niestety, wielu bezdomnych nie chce pójść do schroniska, bo bardzo często są to osoby uzależnione. Wybierają więc piwnice bloków, śmietniki, ogrody działkowe czy pustostany, gdzie rozgrywają się różnego rodzaju tragedie, także ze skutkiem śmiertelnym. Prowadzimy dla bezdomnych, niewydolnych społecznie czy mających niskie dochody magazyn żywności PEAD (Federacji Polskich Banków Żywności). Co roku ok. 2 mln zł rozdawane jest potrzebującym w towarze, nie w pieniądzach. Przyparafialne zespoły Caritas (jest ich w diecezji ponad sto) odbierają tę żywność i rozdzielają w ramach parafii. Przewodniczącym parafialnego zespołu jest ksiądz proboszcz, najlepiej znający problemy i potrzeby parafian. Jeżeli do tego dochodzi koordynacja z miastem, mamy wówczas cudowną symbiozę wzajemnej pomocy. Do tego dochodzi też pomoc pełnych poświęcenia ludzi. W mojej parafii dwie panie na co dzień opiekują się bezdomnymi, poświęciły im niemal całe swoje życie. Bardzo je podziwiam.
- Co jest największym problemem przy niesieniu pomocy ubogim?
- Sprawy związane z biurokracją. Ona musi być uregulowana, ponieważ podlegamy kontroli. Aby osoba potrzebująca mogła dostać żywność musi mieć zaświadczenie, że jej dochód nie przekracza określonej kwoty. Poza tym problemem jest także alkohol. W wielu przypadkach osoby, zwracające się o pomoc są, niestety, z rodzin patologicznych. Prawdziwie ubodzy po tę pomoc nie przychodzą... My je „wyławiamy”, chodząc po kolędzie; do nich wówczas kierujemy swoją pomoc. Współpracujemy też z pracownikami socjalnymi i MOPS, którzy orientują się w realnych sytuacjach swoich podopiecznych. Jeśli sytuacja rzeczywiście tego wymaga wystawiają potrzebne zaświadczenie i osoba potrzebująca tę żywność dostaje. Jednak czasami rozgrywają się u nas dantejskie sceny, gdy osoba wymaganych dokumentów nie posiada. Niektórzy nie mają nawet dowodu osobistego. Wówczas mamy związane ręce, a taka osoba wyładowuje na nas swoją agresję, frustrację. Warto wspomnieć, że osoby działające przy parafialnych zespołach Caritas robią to bezinteresownie, to wolontariusze. Niestety, często za swoją dobroć, zostaną okrzyczane i zwymyślane. Czasami praca charytatywna może być bardzo niewdzięczna, jednak przesłanie miłości nie pozwala tej pracy nie czynić. Dlatego w trudnych sytuacjach pomocna jest współpraca z policją i strażą miejską. Układa się zresztą ona bardzo dobrze. Czasami w 100-metrowej kolejce potrzebujących dzieją się rzeczy… bardzo brzydkie. Boli mnie, gdy w takiej kolejce razem z ludźmi uzależnionymi, czasem przestępcami, stoją dzieci. Bywa, ze rodzice nie mają ich z kim zostawić. Niektóre z osób, którym pomagamy obchodzą z nami kolejne rocznice. Nie traktują jadłodajni Caritas jako pomocy doraźnej mającej pomóc im przetrwać trudny okres, lecz traktują ją jako sposób na życie. Przechodzi to z ojca na syna. Uwrażliwiamy też ludzi z ambon, że sprzedawanie artykułów żywnościowych otrzymanych z Caritasu jest przestępstwem i nie wolno kupować produktów z nalepką „Pomoc Unii Europejskiej”. Kiedy Caritas funkcjonował przed wojną, jego praca i opieka polegała na tym, że ludzie ubodzy pracowali na gospodarstwach. Mieli więc możliwość pracy, za którą ich wynagradzano. Teraz dla porównania – zaprosiłem ok. 40 osób potrzebujących do pracy przy budowie kościoła w Starogardzie Gd. Przyszły… dwie osoby. Przez cztery lata…
- Z czego finansowana jest pomoc ubogim?
- Bardzo różnie. Czasami my sami, np. w Caritas Diecezji Pelplińskiej, finansujemy obiady. Pomaga nam w tym miasto. Wielki ukłon dla tych, którzy nabywają świece wigilijne. Bardzo dużo pomagają nam też ludzie dobrej woli. W tym roku oddaliśmy biednym prawie 80 tys. zł z jednego procenta podatku. Pomoc niesie nam firma Iglotex w Skórczu, która opiekuje się warsztatami terapii zajęciowej. Współpracujemy z MOPS, władzami miasta. W Tczewie organizowana jest akcja Caritasu – jedyna w całej Polsce – przy parafialnym zespole Caritas parafii św. Józefa. Rozdawane jest mleko matkom, które urodziły niemowlęta cierpiące np. na skazę białkową. Przez wiele lat tysiące dzieci otrzymało specjalistyczne, sprzedawane na receptę mleko, na które wcześniej nie było stać ich mam. I właśnie w tę piękną akcję włącza się Miasto Tczew. Ta pomoc różnych instytucji świadczy o wyjątkowości posługi Caritasu, która jest realizowana nie ze względów filantropijnych, ale ze względu na miłość do Jezusa.
- Świece Caritasu trafiły już do sprzedaży...
- Uważam, że to wspaniała inicjatywa Caritasu. Jest to płomień miłości, który powinien ogarnąć wszystkich. Zapalona świeca symbolizuje, że ciepło miłości ma połączyć wszystkich niezależnie od problemów i różnic. Trudno też mówić o sprzedaży tych świec, bardziej są to ofiary składane przy parafiach. Pomoc, która ma początek w okresie świątecznym trwa przez cały kolejny rok. Według mnie taka świeca powinna zapłonąć na każdym katolickim stole.







Napisz komentarz
Komentarze