W latach 1923-1939 był to wielki plac budowy, na który zjeżdżali bezrobotni, biedni ludzie z całej Polski! Także Kociewicy poszukujący pracy znajdowali ją w Gdyni. Kraj wyniszczony wojną, przedtem niedoinwestowany przez zaborców, był w bardzo trudnej sytuacji. Polsce w latach 20. groził głód!
„Po co nam Gdynia”…
10 lutego przybył do Gdyni prezydent Karol Nawrocki i na uroczystej sesji Rady Miasta wygłosił wspaniałe przemówienie, jedno z najlepszych od początku jego prezydentury. Szkoda, że nie nadano mu należytego rozgłosu. Szczególnie wymowny był ten fragment:
„Eugeniusz Kwiatkowski był gotowy do tego, aby wszystkie wysiłki, całą energię społeczną, mimo politycznych dyskusji, problemów, a takie były w II RP – aby mimo wszystko ten piękny projekt doprowadzić do samego końca. Nie przejmował się tym, że niektórzy politycy i publicyści pisali: Po co nam Gdynia, skoro mamy port w Gdańsku! […]. Nie przejmował się tym Kwiatkowski, wierząc w ten piękny, wielki projekt, mimo że niektórzy nazywali Gdynię narodową megalomanią! Zrobił wszystko, aby Gdynia powstała”.
Prezydent wyraźnie nawiązywał do zaniechania przez obecny rząd projektu na miarę przedwojennej Gdyni – Centralnego Portu Komunikacyjnego. Do marazmu inwestycyjnego, który obecnie obserwujemy, bo „piniędzy ni ma i nie będzie”. W latach 20. odrodzona dopiero, zabiedzona Rzeczpospolita tym bardziej ich nie miała, a jednak światłe umysły rozumiały, że aby nie poddać się biedzie, trzeba wielkich projektów, które przyniosą owoce w niedalekiej przyszłości.
Polski port nad Bałtykiem
Sejm odrodzonej Polski wyraził wstępnie wolę budowy polskiego portu nad Bałtykiem już 10 lutego 1920 roku, pod wrażeniem symbolicznych zaślubin Polski z morzem. 3 lata później Gdynia otrzymała prawa miejskie – dokładnie 10 lutego. 28 kwietnia 1923 roku rozpoczęto symbolicznie roboty przy budowie portu. Aktu poświęcenia dokonał ks. kardynał Edmund Dalbor, prymas Polski. Obecny był Prezydent RP Stanisław Wojciechowski. Teoretycznie Polska mogła korzystać z portu gdańskiego, ale Niemcy coraz bezczelniej ignorowali ustalenia traktatu wersalskiego. W Wolnym Mieście Gdańsku Polska kontrolowała ruch kolejowy, cała reszta była domeną Niemców. Bez Gdyni by nas zdusili!
Gdy wbijano symbolicznie pierwszą łopatę, Gdynia była ciągle jeszcze niewielką kaszubską wsią, gdzie można było spotkać kozy i suszące się na plaży sieci rybackie. Jednak jej korzystne położenie oraz determinacja Sejmu, rządu i takich wspaniałych wizjonerów, jak minister inż. Eugeniusz Kwiatkowski czy inż. Tadeusz Wenda sprawiły, że przed tą wsią otwierały się perspektywy, o których nikomu się wtedy nawet nie śniło!
Po raz pierwszy w Polsce…
Wroga Polsce polityka władz Gdańska oraz świadomość kruchości gwarancji wersalskich i Ligi Narodów mobilizowały do pracy nad „polskim oknem na świat”. O wszystkim, co działo się w Gdyni, informowało Polskie Radio i prasa. Wszystko było tu albo „pierwsze”, albo uroczyste: przyznanie praw miejskich (1926), pierwsze posiedzenie Rady Miejskiej (1926), przybycie do portu statków „Wilno”, „Kraków”, „Poznań” i poświęcenie ich bander (1927), przeniesienie Oddziału Morskiego Polskiego Instytutu Meteorologicznego z Gdańska do Gdyni (1927), sprowadzenie z Paryża drogą morską (przez Cherbourg) prochów Juliusza Słowackiego (20 VI 1927), by pochować je później na Wawelu, poświęcenie kamienia węgielnego pod pierwszy most kolejowy na linii Gdynia - Bydgoszcz (1927), poświęcenie nowej Szkoły Powszechnej w obecności prezydenta Ignacego Mościckiego (1928), wodowanie w portach francuskich i przybycie do Gdyni nowych jednostek polskiej floty wojennej „Burza” i „Wilk” oraz okrętu podwodnego „Ryś” (1929, 1931), ustanowienie stałej linii okrętowej (pasażerskiej i towarowej) z Gdyni do Ameryki, z pominięciem niemieckiego pośrednictwa (1929), poświęcenie statku szkolnego „Dar Pomorza” i jego pierwszy rejs do Antwerpii i Hawru (1930), otwarcie regularnej linii okrętowej ze Szwecją (1931), inauguracja magistrali kolejowej, łączącej Górny Śląsk (Nowe Herby) z Gdynią przez Inowrocław (1933), poświęcenie wybudowanego już portu i otwarcie strefy wolnocłowej (1933), wielki zlot młodzieży w obecności prezydenta Mościckiego (1934), spuszczenie w Newcastle pierwszego polskiego statku towarowego „Puck”, by kursował na linii z Gdyni do Holandii (1935), wodowanie okrętu podwodnego „Orzeł” (1938) i mnóstwo innych wydarzeń.
Odwiedzały Gdynię liczące się osobistości, najczęściej minister przemysłu i handlu Eugeniusz Kwiatkowski, dla którego miasto stało się opus vitae. „Gazeta Gdańska” pisała, że „jego dziełem jest Gdynia, nasza chluba i podziw zagranicy. Jego dziełem jest polska flota handlowa”.
Cudne miasto, świątynia polskiego czynu…
17 maja 1936 roku odbyło się poświęcenie bandery na największym polskim statku motorowym – „Batorym”. Eugeniusz Kwiatkowski powiedział: „Przed 10 laty, gdy rozpoczęto prace nad budową własnej floty handlowej, w kraju odnoszono się do tej akcji z niedowierzaniem; nawet drwiono sobie z tego [...]. Banderę polską widać dziś na wszystkich morzach [...]. Rodacy, odwróćcie się do tej świątyni czynu polskiego, jaką przedstawia ten statek i to cudne miasto Gdynia!”. Piękniej nie można było tego wyrazić.
Budowniczowie
przybywali do Gdyni ze wszystkich stron Polski w poszukiwaniu pracy. We wrześniu 1929 roku zameldowało się w Gdyni 1.563 nowych mieszkańców! Tylko połowa z Pomorza, reszta z Poznańskiego, z ziem byłego zaboru rosyjskiego, z Kresów, z Małopolski, z Gdańska, z Niemiec, ze Śląska, z Francji. Miasto osiągnęło w roku 1929 ponad 32 tysiące mieszkańców, w 1931 ponad 50 tysięcy, a w 1939 ponad 120 tysięcy! Pionierski charakter tej społeczności podkreślała niezwykła struktura ludności, nieznana w innych miastach. Aż 54% stanowili mężczyźni! Mężczyźni - pionierzy dorabiali się, znajdowali miejsce zamieszkania i ściągali rodzinę.
Okno na świat
„Kurier Polski” pisał obrazowo w lipcu 1926 roku: „Gdyby nie port w Gdyni, sprzedawalibyśmy rocznie 500 tysięcy ton naszego węgla mniej, a gdybyśmy rozpoczęli budowę portu rok wcześniej, moglibyśmy sprzedawać o milion ton więcej”.
Rozbudowa portu gdyńskiego niepokoiła Niemców. Królewiecki „Allgemeine Zeitung” pisał: „Gdynia niszczy porty królewiecki i szczeciński, a nawet inne porty bałtyckie”... Na początku lat 30. Gdynia stała się konkurentem dla samego Gdańska. W roku 1931 do portu gdańskiego zawinęło 5.959 statków, do gdyńskiego już 3.144. Z każdym rokiem to porównanie będzie dla Gdyni korzystniejsze. Na początku stycznia 1932 „Dziennik, Gdyński” donosił, że „port gdyński bije inne porty bałtyckie”, mając „przeszło 5 milionów ton przeładunku rocznego”. W 1937 było już ponad 9 mln ton! Ustanowiono wolny obszar celny na terenie portu.
„Polacy potrafią spełniać swe marzenia”!
Gdy reporter „National Geographic” przybył w 1924 roku do Gdyni, zobaczył biedną kaszubską wioskę. Sfotografował drewniane budki i suszące się sieci. Po dziewięciu latach przyjechał ponownie. Był oszołomiony. W tym samym miejscu wykonał nową fotografię. Widać na niej panoramę nowoczesnego miasta i urządzenia portowe, wychodzące w otwarte morze. Zachwycony napisał: „Polacy potrafią spełniać swe marzenia”!
A czy dziś potrafimy? Czy stać nas tylko na „implementowanie” tego, co wymyślą dla nas Niemcy i ich partia w Polsce?







Napisz komentarz
Komentarze