piątek, 31 lipca 2026 17:42
Reklama
Świat – Polska – Kociewie (261)

FELIETON: Trauma 1944

Zbliża się 82 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. 1 sierpnia w Warszawie odbędzie się wielki Marsz Powstania Warszawskiego, który do końca był zagrożony, bo jak co roku urzędnik Tuska – do jesieni przyszłego roku wojewoda mazowiecki – próbował przeszkodzić organizatorom. Nie chciał zarejestrować Marszu, bełkotał, że nie jest on zgromadzeniem „cyklicznym”. Jak to „niecyklicznym”, skoro rocznica wybuchu Powstania przypada 1 sierpnia i tak będzie do końca świata, „wykształcony” z wielkiego miasta urzędniku!? Sędziowie też nie rozumieli, o co chodzi KO-wojewodzie, bo najpierw Sąd Wojewódzki, a potem w drugiej instancji 26 lipca Sąd Apelacyjny spuścili jego wredną decyzję do kibla. Nie jest tak źle z polskimi sądami!
FELIETON: Trauma 1944
Ewa Matuszewska ps. „Mewa”, szefowa służby sanitarnej w pułku „Baszta”.

To nie do wiary, ale tuskoidzi liczą ciągle na krótka pamięć zbiorową Polaków. Po wojnie władza sowiecka w Polsce zakazała jakichkolwiek obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego! Ten zakaz trwał aż do roku 1954. Warszawiacy nie usłuchali. 1 sierpnia 1945 roku robotnicy na Żoliborzu rzucili łopaty i poszli na cmentarze. Uważa się to wydarzenie za pierwszy wielki strajk w Polsce komunistycznej. Po śmierci Stalina komuchy uznały, że jednak nie da się wygumkować Powstania z pamięci Polaków, więc 1 sierpnia 1954 roku ruszyli nagle z wypasionymi wieńcami na groby. Nie byliby jednak sobą, gdyby nie ogłosili, że owszem, prosty lud warszawski walczył dzielnie, ale dowódcy to reakcja, która szła „na pasku Londynu”. Marian Hemar, poeta emigracyjny, skomentował to ostro: „A dzisiaj ta ciżba moskiewskich zaprzańców, A dzisiaj te same psubraty, Z butami się pchają na groby powstańców i wieńce im niosą i kwiaty”… Wygląda na to, że wojewoda chciał zapobiec spontanicznemu marszowi polskich patriotów na rzecz marszu psubratów, którym się to opłaca ze względu na słupki…


Syreny pamięci
1 sierpnia o 17.00 (w godzinie „W”)
w setkach polskich miast i miejscowości zawyją syreny. Także w Starogardzie. Bo to wspólna sprawa, wspólna tragedia całej Polski. Bo to był ostatni podczas II wojny światowej akt współpracy Sowietów z Niemcami Hitlera. Uznali, że we wspólnym interesie jest zmasakrowanie Warszawy i odebranie Polakom nadziei na niepodległy byt po wojnie. Stalin wstrzymał ofensywę, głosząc kłamliwie, że „wydłużyły się linie dostaw” dla jego wojska, a Niemcy mordowali dzieci, kobiety, zamieniali stolicę Polaków w gruzy. To nieprawda, że dowództwo AK mogło to przewidzieć. Nikt nie przewidział późnego sojuszu dwóch śmiertelnych przecież już w tym czasie wrogów. Jednak nienawiść do Polski była ponad ich wzajemną nienawiść. Więc nie osądzajmy polskich dowódców. Nie mamy do tego żadnego prawa. Składajmy corocznie hołd bohaterom. I nie pozwólmy mędrkom plugawić ich czynu.


Ewa i Witek
Wielu starogardzian uczestniczyło w Powstaniu Warszawskim z bronią w ręku. Pisałem tu o nich wiele razy. Teraz przypomnę tylko Witka Wettę. Był harcerzem wodniakiem. Na początku okupacji przedarł się ze Starogardu do Warszawy, szybko nawiązał kontakt z konspiracja ZWZ-AK. Zaliczył podchorążówkę. We wrześniu 1944 bronił jednej z wielkich barykad przy dzisiejszej Alei 
Niepodległości. Służbą sanitarną dowodziła tam Ewa Matuszewska, córka legendarnego oficera, pułkownika Ignacego Matuszewskiego, który we wrześniu 1939 roku wywoził skarb narodowy z Polski, by nie wpadł w łapy rabusiów – sowieckich czy niemieckich. 26 września atak niemieckich czołgów załamał obronę reduty. Witek, trafiony w nogi pociskiem dużego kalibru z czołgu, stracił obie nogi. Strasznie krwawił. Ewa dostaje rozkaz od dowódcy odcinka (część pułku „Baszta”), by się natychmiast ewakuować. Zaraz będą tu Niemcy. Spojrzała na chłopaka ze Starogardu, odesłała swoje sanitariuszki, lecz sama została.
 

Tamowała krew z ran Witka. Wpadli Niemcy. Zabili Witka i innych rannych. Wywlekli Ewę i zamordowali na schodach do schronu. Leżała tam przez całą zimę 1944-45. Wiosną zakopali jej ciało w Parku Dreszera w zbiorowej mogile. Podczas ekshumacji rozpoznano Ewę! W zaciśniętej pięści trzymała bandaż, którym do końca opatrywała naszego chłopaka ze Starogardu. Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na Niebie, zapomnij o mnie! 26 września spotkamy się o godzinie 17.30 na Mszy św. w intencji Ewy i Witka – w kościele św. Katarzyny w Starogardzie. Podpiszemy apel o nadanie ich imienia jednej ze starogardzkich ulic. Uzgodniłem to z niezawodnym w takich sprawach księdzem proboszczem Dariuszem Nencą.
 

Przesłanie ojca Ewy
Wszystkim, którzy wypowiadają się podle o Powstaniu albo próbują je po swojemu oceniać i wydawać wyroki, dedykuję słowa ojca Ewy. Płk Ignacy Matuszewski, pod wpływem wiadomości o śmierci jedynej, ukochanej córki, umarł przedwcześnie na obczyźnie, już w roku 1946. Przedtem zapisał w swoim liście o Powstaniu Warszawskim zachwycająco piękne myśli:
„Wiem na pewno tylko jedno: z tych grobów, w których jest grób i mego jedynego dziecka – powraca ten szept, który powraca zawsze, ale który teraz jest jeszcze wyraźniejszy i jeszcze bardziej nieodparty, że nie wolno się poddać nigdy, nigdy! Bo wtedy dopiero umrą oni naprawdę i na zawsze […]. Tamci, co zostali na straconej placówce, w straconym mieście, straconego kraju, rzucili światu swój niezłomny i wspaniały ludzki sens […]. Ogarnął dnia przedostatniego powstaniec warszawski spojrzeniem stolicę. Powiśle, które pamiętał we mgle nadrzecznej, Wolę, którą wspominał w dymach fabrycznych, Śródmieście niegdyś radosne w słońcu, Żoliborz senny w zieleni, Mokotów nłody w białości. Jaka piękna była ta Warszawa jeszcze pięć lat temu – już poraniona, ale jeszcze nie zabita zniszczona a jednak żywa, stojąca w ruinach, przez które przeświecała jeszcze przeszłość cała. Jaka piękna zdała mu się teraz wrześniowa 1944 Warszawa – jak Akropol w chwale współstrzaskanej kolumnady. Warszawa, której dumnymi ruinami Kiliński trafiłby na Rycerską, Słowacki na Rymarską, Chopin na Krakowskie, Traugutt na Smolną”.
Panie Pułkowniku, dziękujemy za rozkaz! Nie wolno się poddać nigdy, nigdy!


KO tropi „faszystów”
„Żyjemy w kraju, w którym faszyści mogą przejąć władzę. Trochę już jej mają, bo prezydentem jest Karol Nawrocki, który właśnie usiłuje odebrać medal Orła Białego prezydentowi Zełeńskiemu, człowiekowi, który broni Polski”. Te nieprawdopodobnie podłe, haniebne słowa wyszły z ust posła KO Krzysztofa Mieszkowskiego. Uświadomiły mi one, że niewątpliwie jestem „faszystą”, bo podziwiam prezydenta Karola Nawrockiego i posła Janusza Kowalskiego, którego zaniepokoiło to, że wiceministrem nauki w polskim rządzie jest Szeptycki. Rodowity Ukrainiec. Nie byłoby w tym nic złego, ale on zrównuje morderców z UPA z polskimi żołnierzami wyklętymi. Pewnie znalazłaby się co najmniej setka innych ludzi, których ja szanuję a którzy są „faszystami” w ujęciu psychopatów. To słowo zawsze służyło sowieckim komunistom do poniewierania polskich patriotów, więc kiedy słyszycie „faszysta”, miejcie się na baczności, ale nie przywiązujcie do tego wielkiej wagi. Nasze bolesne rozdarcie w sprawie ukraińskiej, nasze zawiedzone nadzieje wyraziła najmocniej Barbara Lipińska-Postawa, poetka z Rakowca pod Kwidzynem, jedna z najwybitniejszych polskich poetek współczesnych:

Ukraina piąty rok
Tak się wczułam w wasze katusze, tak wierzyłam w waszą przemianę. Wasza flaga - powód do wzruszeń, błękit nieba ze złotym łanem.
Witaliśmy was tak jak braci, otwartymi szeroko drzwiami. Bierzcie wszystko, nie trzeba płacić. Wasi walczą, wy bądźcie z nami.
Pomyślałam: nowi herosi wam wyrosną mężni i prawi, bo bestialstwa było już dosyć, nowy pomnik lud im postawi.
I zwracałam się do Kijowa, i do Dniepru jakby do Wisły, i ze łzami mieszałam słowa, czułe wiersze - serdeczne listy.
Musiał szatan w szpony wziąć sprawy, tak namieszał w głowie i w sercu, oto w triumfie widły, co krwawe, w rękach kata w laurowym wieńcu!
Ludzie prawi! Co robić, nie wiem, na Wołyniu ziemia bolesna. Wiatr zawodzi jak dziecko rzewnie. Niech się tylko nie zbudzi bestia.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu portalpomorza.pl z siedzibą w Tczewie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama

Temperatura: 25°C Miasto: Gdańsk

Ciśnienie: 1015 hPa
Wiatr: 16 km/h

Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: rol Treść komentarza: Ryś - król kociewskich lasów. Oby się mnożył. Źródło komentarza: Jeden z dwustu: Wyjątkowy gość w Bukowinach uchwycony na nagraniu Autor komentarza: Bob sanders Treść komentarza: A Pan M.Morawiecki dawał w takiej sytuacji dotacje do opału. ale Tusk lepszy co? Źródło komentarza: Pellet drogi i praktycznie nie do zdobycia. „Jak tylko się pojawi, znika od razu” Autor komentarza: wolontariuszka chodzi w białych drewniakach na nogach Treść komentarza: A to terza będą jeździć do Gdyni do kina Źródło komentarza: Multikino w Sopocie ogłosiło zamknięcie! Autor komentarza: wolontariuszka chodzi w białych drewniakach na nogach Treść komentarza: To szkoda że zamykają kino Źródło komentarza: Multikino w Sopocie ogłosiło zamknięcie! Autor komentarza: Agnieszka Treść komentarza: Bardzo inspirujący artykuł 👍 Urządzanie małego salonu fryzjerskiego to spore wyzwanie, ale dobrze zaplanowana przestrzeń, ergonomiczne meble i jasna kolorystyka naprawdę potrafią zdziałać cuda. Świetnie, że zwrócono uwagę na funkcjonalność i komfort pracy – w małym salonie to podstawa. Przy kompletowaniu wyposażenia warto stawiać na sprawdzone rozwiązania i dobrej jakości meble, które nie tylko ładnie wyglądają, ale też są praktyczne na co dzień. Ciekawą bazą inspiracji i zakupów jest również 👉 https://getfull.pl, gdzie można znaleźć wyposażenie dobrze dopasowane także do niewielkich salonów. Źródło komentarza: Jak zaaranżować mały salon fryzjerski? Inspiracje i gotowe rozwiązania od polskiej marki Ayala
Reklama