SZUBARCZYK: Kociewskie kamienie na szaniec

  • 11.05.2021, 12:08
  • red.
SZUBARCZYK: Kociewskie kamienie na szaniec

Podziel się:

Oceń:

Dyrektor starogardzkiego „czerwonego” Ogólniaka – pani Wiesława Górska – postanowiła upamiętnić wszystkich uczniów i nauczycieli tej szkoły, którzy zginęli w obronie Polski lub tylko dlatego, że pozostali wierni polskości. Głównie w okresie II wojny światowej. Robi to z myślą o swoich uczniach. Właśnie urządza w tym kierunku jedną z sal lekcyjnych.

Taka inicjatywa godna jest szacunku, pochwały i wsparcia każdego, komu bliska jest pamięć o tej szkole, o Kociewiu i o Polsce w ogóle. Jednocześnie naszła mnie jednak przy tej okazji smutna refleksja. Jest rok 2021. Właśnie minęła 76 rocznica zakończenia wojny. Dlaczego we wszystkich naszych szkołach, których tradycja sięga okresu przedwojennego, nie ma w honorowym miejscu pełnych wykazów nauczycieli i uczniów poległych, zamordowanych lub doprowadzonych przez wroga do śmierci z powodu wierności Polsce? Czasu było dość, można było już sto razy ułożyć takie listy, wypisać je na pięknych tablicach, wyznaczyć dni pamięci. Kościół pomyślał o tym tuż po wojnie.W katedrze pelplińskiej znajdziemy ponad trzysta nazwisk księży diecezji chełmińskiej, zamordowanych lub doprowadzonych do śmierci podczas wojny. Tablice ad memoriam księży starogardzkich są w wielu naszych kościołach. Kościół św. Wojciecha jest sam w sobie pomnikiem Sługi Bożego ks. Antoniego Henryka Szumana, zamordowanego przez Niemców w drzwiach kościoła w Fordonie…

Tylko nie Katyń

Oczywiście, mogę sobie łatwo wytłumaczyć trudności z pełnymi upamiętnieniami w czasach komunistycznych. Nie było szans, żeby w „czerwonym” Ogólniaku upamiętnić młodego żołnierza, absolwenta szkoły i do tego jeszcze syna jej dyrektora, bo zginął w Katyniu. Nie wolno było wspominać ofiar zsyłek sybirskich, zamęczonych w łagrach, zamordowanych przez NKWD. Musieliśmy przez lata udawać, że naszym jedynym wrogiem podczas tej wojny byli Niemcy. Co jednak zrobiliśmy dla pamięci i edukacji historycznej po roku 1990? To już przecież też szmat czasu.

„Starogardzka Pomarańczarnia”

Lista poległych i zamęczonych nauczycieli i uczniów „czerwonego” Ogólniaka będzie bardzo długa i bardzo piękna. Pięknem młodości poległych… Tak, to głównie młodzi ludzie, niewiele w chwili śmierci starsi od dzisiejszych uczniów tej szkoły. Pomożemy w tym dziele, by lista była kompletna lub prawie kompletna. Najwięcej może pomóc autor „Slownika biograficznego Kociewia”, pan Ryszard Szwoch. W każdym z sześciu dotychczas wydanych tomów (siódmy w drodze) mamy uczniów najstarszej starogardzkiej szkoły. Ponieważ prosiła Pani również mnie o pomoc, przygotuję propozycje listy. Chciałbym jednak już teraz zaproponować, by niektórym poległym z listy poświęcić dodatkowe miejsca i by okoliczności ich śmierci uczynić symbolicznymi, reprezentatywnymi dla kociewskich losów w tej wojnie. Niech tam będzie na przykład chłopiec z Katynia, chłopiec z Powstania Warszawskiego i chłopiec z… Wehrmachtu, co ośmielił się w wojsku niemieckim, wśród takich jak on przymusowych „obrońców” Reichu, prowadzić polską działalność niepodlegościową i za to umrzeć przed plutonem egzekucyjnym. Niech tam będą in gremio dziewczęta i chłopcy z konspiracyjnej „Jaszczurki”, która się opierała na uczniach i nauczycielach waszej szkoły.

Byłem niedawno w warszawskim II LO przy Myśliwieckiej 6. Jak wiemy, z tej szkoły pochodziło wielu bohaterów „Kamieni na szaniec” druha Aleksandra Kamińskiego. Działała tam także wspaniała drużyna harcerska, nazywana „Pomarańczarnią” od charakterystycznych chust. W szkole są dwie wielkie tablice z nazwiskami poległych uczniów i nauczycieli. Pani dyrektor i nauczyciele historii dbają o pamięć o nich a przewodnikami po wojennych biografiach są znakomicie do tego przygotowani uczniowie! To mi się najbardziej podobało. A może grupa uczniów starogardzkiego „czerwonego” Ogólniaka wybierze się na zwiad do tego warszawskiego Ogólniaka? Chętnie posłużę za przewodnika. Myśmy też mieli nasze kociewskie kamienie na szaniec. Ich droga do walki o Polskę i służbę Polsce była niejednokrotnie trudniejsza od drogi warszawskiej. Trzeba się było przedzierać przez zieloną granicę z „Niemiec” (czyli ze Starogardu, z Tczewa, ze Skarszew) do tzw. „Generalnego Gubernatorstwa”. Trzeba było zachować polskie serce i gotowość do czynu pod niemieckim mundurem.

 

Ciągle nieznany

Jest wśród tych naszych bohaterów prawdziwy kryształ. Zygmunt Grochocki (*9 XI 1922 †20 III 1943) z Barłożna, syn nauczyciela. Ojciec prześladowany był w młodości za mówienie po polsku w szkole i za polską literaturę. Syn przystąpił do konspiracji niepodległościowej w organizacji Jaszczurka, którą założyła starogardzka młodzież w czerwcu 1941. Wpis do pamiętnika kolegi i harcerza Zygmunta Bączkowskiego, także z Jaszczurki, także ze starogardzkiego Gimnazjum, dziś „czerwonego” Ogólniaka (zginął w Powstaniu Warszawskim) inspirowany był monologiem Hamleta: Umrzeć? Zasnąć? I na tym koniec? Gdybyśmy wiedzieli, że raz zasnąwszy zakończym na zawsze boleści serca i owe tysiączne, właściwe naszej naturze wstrząśnienia – kres taki byłby celem na ziemi… Zwycięstwo należy do nas! Starogard, 17 kwietnia 1942. Zygmunt przyjął III grupę Volkslisty, uznając to za najlepszą metodę zakonspirowania się. A może myślał o Konradzie Wallenrodzie Adama Mickiewicza, który szkodził wrogowi skrycie, bo jawnie był on za silny? Kiedy go powołano do Wehrmachtu, stworzył tam tajną polską organizację! W mundurze Wehrmachtu odbierał od kolegów przysięgę na wierność Rzeczypospolitej! Na froncie zachodnim w Holandii, we Francji. W Nantes został skazany na śmierć przez niemiecki sąd wojskowy za „zdradę ojczyzny”!

Pozwolili mu pożegnać się z rodziną. Zachowało się do naszych czasów! To jeden z najpiękniejszych listów, jakie wyszły spod pióra starogardzianina w całej historii miasta! Trudno uwierzyć, że piszący go ma dopiero lat 20… Moi Kochani Rodzice i Rodzeństwo. Umrę w ciągu dwóch godzin… Szkoda, życie jest piękne… Godzina wybija… Dziękuję Wam wszystkim za to, co dla mnie zrobiliście. Niech Wam dobry Bóg wynagrodzi. Dobry Bóg chce mi pomóc… Umieram za innych. Niech ci inni młodzi ludzie żyją… Chcę Wam, moi Najukochańsi, dać radę jako wsparcie. Rozsiewajcie miłość między ludźmi, a będzie się Wam zawsze dobrze wiodło. Dzisiaj jest sobota, dzień Maryi… Ojcze, Jadziu, Aniu, Zosiu, Urszulko i Augustynie, cieszę się, że mogę umierać, bo wiem, że tam u Boga będzie lepiej niż tu, na ziemi… Nie płaczcie. Spotkamy się w Niebie… Wasz grzeszny syn i brat – Zygmunt.

Niech Zygmunt wspiera swoim heroizmem starogardzką młodzież naszych czasów. Niech uczy ją wierności i wiary w przyszłość, która zależy od tego, czy rozsiewamy miłość między ludźmi. To najpiękniejsze, bo ponadczasowe przesłanie.

 

*  *  *

12 maja – to kolejne rocznice śmierci dwóch wybitnych Polaków: naczelnika państwa i marszałka Józefa Piłsudskiego (†12 V 1935) oraz generała Władysława Andersa (†12 V 1970). Wywiódł lud swój z ziemi sowieckiej, z domu niewoli… Pamiętajmy o nich w modlitwie. Związek z narodem czuje się najmocniej wtedy, gdy wielkich tego narodu traktuje się tak, jak członków własnej rodziny.

 

Piotr Szubarczyk

 

 

 

Piotr Szubarczyk pracował przez 18 lat w IPN Gdańsk. Autor książek (m.in. Czerwona apokalipsa. Sowiecka agresja na Polskę i jej konsekwencje, Kraków 2014) oraz kilkuset artykułów o historii Polski i Pomorza. Współpracuje z radiem i TV (m.in. konsultant spektaklu TVP Inka 1946, autor cyklu audycji Świadkowie historii w Radio Gdańsk). Od 40 lat w Starogardzie

_red.

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe