Anna Maroszek półtora roku walczy o odszkodowanie po wypadku córki. Twierdzi, że padła ofiarą spisku, bo dyrekcja kryje sprawcę wydarzenia. Druga strona całkowicie zaprzecza. - Nie byłoby zamieszania, gdyby matka poszkodowanej dopilnowała wszystkich formalności. W sprawie interweniował Rzecznik Praw Obywatelskich.
Nie wezwali pogotowia
Jak twierdzi Anna Maroszek, kilka razy zwracała nauczycielom w szkole w Starej Kiszewie uwagę na siejącego postrach urwisa.
- Już dwa lata wcześniej mówiłam, żeby coś zrobiono z tym chłopakiem – mówi kobieta. - Córka wracała do domu pobita, rzucona w błoto, albo w śnieg. Kiedy podarto jej spodnie, poszłam do dyrektora i powiedziałam, że chce pieniądze za szkody. Zapłacono, ale wtedy nikt nie wyciągnął z tego wniosku.
Prośby o interwencje skończyły się w październiku 2008 r. Według A. Maroszek na jednej z przerw chłopak z premedytacją popchnął 13 – letnią Karolinę na ścianę.
Wzięła plecak i jak każdy szła z klasy do klasy – opowiada matka poszkodowanej. - W pewnej chwili odwróciła się, a on podszedł do niej i mocno uderzył. Córka upadła, wtedy uderzył ją drugi raz. Poczuła, że coś pękło jej w barku. Nikt w szkole nie wezwał pogotowia. Pani, która opiekowała się dziećmi dojeżdżającymi zaprowadziła ją do przychodni zdrowia.
Pobita uczennica trafiła do szpitala. Tam zdiagnozowano złamanie obojczyka i unieruchomiono rękę i bark dziewczynki na cztery miesiące. Tego samego dnia rodzina przeżyła kolejny koszmar. W nocy miał miejsce pożar ich domu.
Wszystko jest nagrane
Niedługo po wypadku matka zaczęła starania o odszkodowanie.
Karolina była ubezpieczona w szkole i nie myślałam, że z uzyskaniem należnych przecież córce pieniędzy będzie tyle problemu – mówi Anna Maroszek - Walczę o to półtorej roku. Zaczęto kręcić, przerzucać winę na córkę. Już w protokole ze zdarzenia dyrekcja napisała, że upadek był wynikiem przepychanki i kłótni dzieci. A to była nieprawda. Starano mi się wmówić, że córka wpadła w furię i stąd całe zajście.
Matka jest przekonana, że córka nie ponosi odpowiedzialności za to zdarzenie. Jak mówi, wie, bo widziała jak było na własne oczy.
Powiedziałam dyrektor szkoły, że skoro nie znam zachowania własnej córki wśród innych dzieci, to chcę zobaczyć nagranie video ze szkolnego korytarza. Obejrzeliśmy je, nie było żadnej kłótni i przepychanek. W końcu zaczęto zrzucać winę na innego chłopca, który miał przepychać się z Karoliną. A ten, który rzeczywiście zawinił miał „tylko” podjeść i popchnąć. Powiedziano mi też, że jeśli się na to nie zgodzę, to odszkodowania nie dostanę. A ja nie mogłam przerzucić winy na inne dziecko. Jestem matką, nigdy tego bym nie zrobiła.
Zupełnie inaczej sprawę przypomina Ewa Bembnista, dyrektor Zespołu Kształcenia i Wychowania w Starej Kiszewie. Przerzucania winy, zdaniem dyrektor nie było, a cały film widziała również policja.
Z tego wydarzenia został sporządzony protokół, do którego poprawki zgłaszała także pani Maroszek. Nie było w nim żadnych przekłamań – mówi dyrektor. - Następnie otrzymała ze szkoły dokument, z którym miała do końca 2009 r. zgłosić się do PZU, ale się na to nie zgodziła.
- To nieprawda - mówi matka. - Dokument rzeczywiście był, ale ubezpieczyciel nie chciał go przyjąć. W uzasadnieniu było napisane jedynie: przyczyną złamania był wypadek. A to było za mało.
Czerwony pasek i brawa od nauczycieli
Matką chłopca, który popchnął Karolinę jest nauczycielka ze szkoły w Starej Kiszewie. Dzieci chodziły do jednej klasy, a kobieta uczyła je przyrody.
Całe zamieszanie z odszkodowaniem jest dlatego, że chłopak jest synem nauczycielki. Gdyby było inaczej dyrekcja wypisałaby uzasadnienie w piśmie do PZU i dawno byłoby po sprawie – mówi matka poszkodowanej. - Nie wiem dlaczego unikano określenia, kto jest prawdziwym winowajcą. Może nie chciano mu zepsuć reputacji. Matka tłumaczyła, że jego zachowanie wynika z trudnej sytuacji rodzinnej. Ale kiedy doszło do feralnego zdarzenia sama nakrzyczała na córkę, że zmyśla to złamanie. Karolina tak się wystraszyła, że przestała nawet płakać, chociaż złamany obojczyk musiał bardzo boleć. Ostatecznie zaproponowała, że chłopak będzie nosił córce plecak do szkoły, ale ona nie chciała mieć już z nim nic wspólnego.
Dyrektor Ewa Bembnista stanowczo zaprzecza, jakoby syn nauczycielki był kryty przez dyrekcję. Winą za opóźnienia obarcza Annę Maroszek.
- Z tego co wiem, to Anna Maroszek wytoczyła sprawę cywilną chłopakowi w związku z całym zajściem. Sprawa została umorzona i sąd określił, że chłopak nie ma znamion demoralizacji. W innym wypadku miałby kuratora. Poza tym w kwietniu 2009 r. po raz kolejny przekazaliśmy pismo, z którym matka miała zgłosić się do ubezpieczyciela. Tym razem rubryki miała wypełnić sama. Nie zrobiła tego, a w lutym tego roku wszystkiemu zaprzeczyła.
Jednak zachowanie nauczycielki i jej syna nie spotkało się z krytyką ze strony dyrekcji.
Wiem jak oboje dzieci się uczyło, mieli niemal identyczne stopnie – mówi Anna Maroszek. - Tylko, że na koniec roku to ten chłopak odbierał świadectwo z czerwonym paskiem i dostał brawa od wszystkich nauczycieli. Karolina nie, bo miała obniżone zachowanie.
Interwencja rzecznika i przeprowadzka
Kiedy zaczęłam interwencje, Karolina coraz gorzej czuła się w szkole – tłumaczy Anna Maroszyk. - Spotkała się nawet z komentarzami nauczycieli w stylu: w przyszłym roku będziesz miała ze mną cztery przedmioty, więc się pilnuj gówniaro. W końcu nie wytrzymała i powiedziała, że nie pójdzie w Starej Kiszewie do gimnazjum.
Matka uczennicy, jak twierdzi, nie miała innego wyjścia - przeprowadziła się z dziećmi do innej miejscowości.
W Starej Kiszewie zostawiłam wszystko na co pracowałam 5 lat. W nowym miejscu zamieszkania doprowadziłam wodę do domu, zrobiłam remont łazienki. Musiałam szukać nowego mieszkania i bezpiecznego miejsca w szkole dla córki. Karolina poszła do gimnazjum w innej miejscowości Dobrze się uczy, nikt nie narzeka na jej zachowanie, nikt jej tam nie zaczepia.
Matka twierdzi, że nie chodzi jej o pieniądze z odszkodowania, tylko o badanie przed komisją.
Najważniejsze jest zdrowie Karoliny. Ona ma plany, chce zostać weterynarzem, ale nie wiadomo, czy będzie mogła wykonywać prace wymagające wysiłku. Do dzisiaj zwłaszcza na zajęciach sportowych ból jej doskwiera. Jeśli okaże się, że z obojczykiem są kłopoty, będzie musiała chodzić na rehabilitacje.
W tej sprawie interweniował u nas Rzecznik Praw Obywatelskich – tłumaczy dyrektor Bembnista. Jej zdaniem, kłopotliwej sprawy można było uniknąć. - Po raz kolejny wysłaliśmy do Anny Maroszek wypełnione pismo, które powinna razem z polisą przekazać ubezpieczycielowi. Gdyby wcześniej dopilnowała wszelkich formalności nie byłoby całego zamieszania.
Reklama
Postrach w szkole – pobita uczennica
KOCIEWIE. Szkolne przepychanki - kontrowersyjna sprawa przemocy i pobicia uczennicy. Na przerwie lekcyjnej uczeń popchnął 13–letnią Karolinę na ścianę. Dziewczyna wzięła plecak i szła z klasy do klasy. W pewnej chwili odwróciła się, a chłopak podszedł do niej i mocno uderzył. Upadła, wtedy uderzył ją drugi raz. Poczuła potężny ból w barku. Taka jest wersja matki poszkodowanej. Twierdzi, że dyrekcja szkoły kryje sprawcę – syna nauczycielki. Walczy o zdrowie córki, odszkodowanie i prawdę.
- Karol Uliczny
- 30.06.2010 10:00 (aktualizacja 17.08.2023 10:02)
Data dodania:
30.06.2010 10:00
Reklama
PRZECZYTAJ!
Przejdź do kategorii
Edukacja Wypad do miasta Atrakcje Ekologia Wiadomości Społeczeństwo Sport Kultura Gospodarka Inwestycje Ogłoszenia Video Turystyka Felieton Rolnictwo Na sygnale Historia Zdrowie COVID-19 Gdzie się zbadać na COVID-19 #PomagaMY Historia Pomorza Trójmiasto i okolice Pomorze Norda Kaszuby Kociewie Żuławy i mierzeja Powiśle Elbląg i okolice Blogi Polityka Artykuł Sponsorowany PLANUJĘ DŁUGIE ŻYCIE ZOBACZ! POLECANE Muzea Izby Pamięci Wystawy Rozrywka Ważne w kalendarzu Dobre rady Wybory Parlamentarne '2023
Reklama
Reklama
Temperatura: 18°C Miasto: Gdańsk
Ciśnienie: 1020 hPa
Wiatr: 13 km/h
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: rol
Treść komentarza: Ryś - król kociewskich lasów. Oby się mnożył.
Źródło komentarza: Jeden z dwustu: Wyjątkowy gość w Bukowinach uchwycony na nagraniu
Autor komentarza: Bob sanders
Treść komentarza: A Pan M.Morawiecki dawał w takiej sytuacji dotacje do opału. ale Tusk lepszy co?
Źródło komentarza: Pellet drogi i praktycznie nie do zdobycia. „Jak tylko się pojawi, znika od razu”
Autor komentarza: wolontariuszka chodzi w białych drewniakach na nogach
Treść komentarza: A to terza będą jeździć do Gdyni do kina
Źródło komentarza: Multikino w Sopocie ogłosiło zamknięcie!
Autor komentarza: wolontariuszka chodzi w białych drewniakach na nogach
Treść komentarza: To szkoda że zamykają kino
Źródło komentarza: Multikino w Sopocie ogłosiło zamknięcie!
Autor komentarza: Agnieszka
Treść komentarza: Bardzo inspirujący artykuł 👍 Urządzanie małego salonu fryzjerskiego to spore wyzwanie, ale dobrze zaplanowana przestrzeń, ergonomiczne meble i jasna kolorystyka naprawdę potrafią zdziałać cuda. Świetnie, że zwrócono uwagę na funkcjonalność i komfort pracy – w małym salonie to podstawa.
Przy kompletowaniu wyposażenia warto stawiać na sprawdzone rozwiązania i dobrej jakości meble, które nie tylko ładnie wyglądają, ale też są praktyczne na co dzień. Ciekawą bazą inspiracji i zakupów jest również 👉 https://getfull.pl, gdzie można znaleźć wyposażenie dobrze dopasowane także do niewielkich salonów.
Źródło komentarza: Jak zaaranżować mały salon fryzjerski? Inspiracje i gotowe rozwiązania od polskiej marki Ayala
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze