Mimo to – jak podał dziennik „Metro” – niektóre uczelnie niepubliczne nadal żądają pieniędzy od studentów za egzaminy warunkowe i obronę dyplomu. Studenci płacą dla świętego spokoju i z obawy, że zostaną skreśleni z listy studentów. Z kolei szkoły nie mają sobie nic do zarzucenia. Podzieliły studentów na „nowych” (przyjętych po wejściu w życie przepisu, czyli w styczniu) i „starych”. Opłat nie pobierają tylko od pierwszych, powołując się na przepis mówiący, iż przyjęci na studia w tym roku akademickim i wcześniej „wnoszący opłaty za kształcenie” płacą na dotychczasowych zasadach do końca studiów. I twierdzą, że jest to zgodne z prawem. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego jest innego zdania.
- Pobieranie takich opłat od studenta jest nieuprawnione. Nieważne, kiedy zaczął studia. Każdą zgłoszoną nam sprawę będziemy wyjaśniać z uczelnią - mówi Bartosz Loba, rzecznik MNiSW.
Takie sygnały zbiera też Robert Pawłowski, rzecznik praw studenta. Radzi studentom, by nie płacili, powołując się na ustawę, i żądali, by uczelnia podpisała z nimi aneksy do umów.
Reklama
Darmowe poprawki. Opłaty niezgodne z prawem
Według nowelizacji Ustawy o szkolnictwie wyższym, student, niezależnie od tego, czy płaci za studia, ma prawo za darmo podejść do egzaminu poprawkowego, warunkowego i obrony dyplomu.
- 15.03.2012 00:00 (aktualizacja 01.04.2023 12:42)

Reklama





Napisz komentarz
Komentarze