Zdarzenia w ruchu drogowym prowadzone przez policyjny zespół do spraw wykroczeń to niemal codzienność. Chwila nieuwagi, roztargnienie mogą być przyczyną takich sytuacji. W przypadku kolizji, gdy żadna z osób nie ucierpi, sprawca takiego incydentu może liczyć się między innymi z mandatem karnym i punktami.
W tym przypadku sprawa przybrała zupełnie inny obrót. Jakiś czas temu policjanci ruchu drogowego zostali wezwani na interwencję, w której sprawca kolizji nie zatrzymał się na miejscu, a odjechał, pozostawiając jedynie uszkodzone auto innego kierowcy. Policjanci obsługujący kolizję zebrali szczegółowe informacje o potencjalnym sprawcy i przekazali dalej te informacje Zespołowi do Spraw Wykroczeń Wydziału Prewencji w słupskiej komendzie. Tam prowadzący sprawę policjant, analizując zebrane materiały, następnie przeglądając zabezpieczony monitoring, ustalił właściciela pojazdu mogącego brać udział w zdarzeniu. Policjanci dotarli do 57-letniej mieszkanki powiatu słupskiego, która stawiła się na przesłuchanie i zanim prowadzący sprawę policjant o cokolwiek zapytał, kobieta przedstawiła kilka istotnych faktów, o których wiedzieć mógł co najwyżej sprawca kolizji. W dalszej rozmowie kobieta wskazała swoją przyjaciółkę z zagranicy, która feralnego dnia miała pożyczyć od niej samochód. Pomimo upływu czasu, ku zaskoczeniu funkcjonariusza, właścicielka pojazdu opisała ubiór i wygląd swojej znajomej, wskazując nawet dokładną fryzurę. Kobieta zwróciła nawet uwagę, na fakt, że rzekoma koleżanka ma inny kolor i długość włosów. Jak się okazało, właścicielka samochodu nie miała uprawnień do kierowania pojazdami. Po przesłuchaniu kobieta wyszła z komendy i zamiast pójść, jak deklarowała na przystanek, udała się w stronę pobliskiego marketu. Tu wykroczeniowiec powiadomił kolegów z wydziału ruchu drogowego, aby ci sprawdzili, czy to, co mówi kobieta, rzeczywiście jest prawdą. Kilka chwil później funkcjonariusze zatrzymali do kontroli osobowego Volkswagena, którym kierowała przesłuchiwana wcześniej 57-latka. Kobieta ta miała ciemne włosy, podczas gdy w komendzie była blondynką. Jak się okazało mieszkanka powiatu słupskiego w obawie przed konsekwencjami i aby zmylić funkcjonariuszy, wpadła na pomysł, że na przesłuchanie założy perukę i wskaże, jako kierującą koleżankę, która nie istnieje!
Po kontroli drogowej auto wróciło lawetą na policyjny parking, a 57-latka do komendy, aby usłyszeć zarzuty kierowania pojazdem pomimo braku uprawnień oraz spowodowania zagrożenia w ruchu drogowym. Finalnie kobieta dobrowolne poddała się karze w wymiarze 5 tysięcy złotych grzywny oraz 2 lat zakazu prowadzenia pojazdów.







Napisz komentarz
Komentarze