Pierwszy pacjent, pierwsze ofiary wypadku to obrazy, które gdzieś z tyłu głowy zostają na zawsze. Gdy pacjent umiera, ratownik medyczny mierzy się ze swoimi emocjami, ale jest też osobą, która przekazuje rodzinie zmarłego tragiczną wiadomość.
- Praca w głównej mierze składa się z obcowania z chorobą oraz śmiercią, które mają większy lub mniejszy wpływ na każdego człowieka w życiu codziennym, a co dopiero na ludzi obcujących z tym nieustannie jak pielęgniarki i ratownicy medyczni – mówi Maciej Gajda, ratownik medyczny.
- Wielokrotnie sam byłem w sytuacji, gdzie podczas jednego wezwania miałem do czynienia ze śmiercią, a za chwilę, przy kolejnym wezwaniu musiałem z uśmiechem i empatią podejść do kolejnego chorego. Każdy z nas ratowników i pielęgniarek poświęca dużo więcej czasu na pracę niż na rodzinę i wypoczynek, ponieważ zarobki w tych zawodach są niestety nieadekwatne do nałożonych na nas obowiązków i zadań – opowiada ratownik.
Pomaganie daje satysfakcję!
Co wpłynęło na decyzję rozmówcy, że wybrał ten niezwykle trudny zawód, a po czasie obrócił go w jedną z największych swoich pasji?
- Jest takie powiedzenie „znajdź pracę, którą kochasz a całe życie nie będziesz pracować” i w moim przypadku tak się stało. Duży wpływ na moją decyzję miał fakt, że mój tata pracował 20 lat w pogotowiu ratunkowym i styczność z tym zawodem miałem od dzieciństwa. Odkrycie, że pomaganie innym ludziom daje radość i satysfakcję z wykonanych działań tylko umocniło mnie w podjęciu decyzji o pracy w tym zawodzie – powiedział Maciej.
Czasem nie da się nic zrobić...
Naszego rozmówcę zapytaliśmy, co jest najtrudniejsze i z jakimi problemami najczęściej spotyka się w wykonywanym zawodzie.
- Bardzo często jest to bezsilność, w chwili gdy robi się wszystko, by uratować czyjeś życie lub zmniejszyć cierpienie, zdając sobie jednocześnie sprawę, że już się naprawdę nic więcej nie da zrobić. Bardzo trudne są również rozmowy z bliskimi i informowanie ich, że zostało zrobione już wszystko, co było możliwe – opowiada M. Gajda.
Dalszą część wywiadu znajdziesz w papierowym wydaniu Gazety Kociewskiej.









Napisz komentarz
Komentarze